Światowy dzień życzliwości - wyzwanie

Światowy dzień życzliwości - wyzwanie


Już jutro (21.11.2018r.) obchodzimy Światowy Dzień Życzliwości. Z tej okazji mam dla Ciebie małe wyzwanie! Czy je podejmiesz? Czy podołasz? Proszę tylko o jedno spróbuj!


Historia Dnia Życzliwości

Początkowo Dzień Życzliwości nosił nazwę Dnia Pozdrowień. Pomysł Światowego Dnia Pozdrowień narodził się w Stanach Zjednoczonych już w 1973 roku pod nazwą World Hello Day. Był on odpowiedzią na konflikt pomiędzy Egiptem i Izraelem i miał służyć promowaniu idei pokoju na świecie. To właśnie ludzka życzliwość i porozumienie ma wprowadzić tę ideę w życie.

Bycie miłym, okazywanie dobra, rozbudzanie u siebie życzliwości wobec innych ma moc uszczęśliwiania – nie tylko obdarowanego życzliwością, ale przede wszystkim tego, który ją okazuje.


Wyzwanie!

Ten dzień może być wyjątkowy, może być inny niż każdy, a może tak na prawdę niczym się od nich nie różnić. To wszystko zależy od tego jak Twoje życie wygląda na co dzień. Ale mimo wszystko, właśnie dziś chce Cię zachęcić do pewnego wyzwania. Dzięki niemu, świat będzie odrobinę lepszy a pewnie i Ty poczujesz się lepiej! Spróbujesz?

Właśnie w Światowy Dzień Życzliwości wykonaj chociaż jeden z punktów z listy poniżej (jeśli chcesz, może spróbować wykonać ich jak najwięcej, może stworzyć własną rozszerzoną listę. U mnie to tylko kilka przykładów.

  • Życz miłego dnia sąsiadowi.
  • Pogłaszcz psa/kota/chomika/itd, (życzliwość nie musi tyczyć się przecież tylko ludzi).
  • Widzisz sąsiadkę która idzie z ciężkimi torbami? Jeśli możesz pomóż jej je donieść do domu, albo wnieść na piętro. 
  • Uśmiechnij się do nieznajomego, może poprawisz komuś dzień!
  • Widzisz, że ktoś w autobusie ma rozpięty plecak? Powiedz mu o tym.
  • Kup/Zrób ciasto dla osoby którą lubisz/kochasz ;) Tak bez okazji.
  • Bądź wyrozumiały dla siebie. Tak tak, dobrze czytasz. Dla siebie, życzliwość wobec siebie jest też bardzo, ale to bardzo ważna.
  • .... a Ty? Co dodasz do tej listy?



A teraz, jeśli wziąłeś udział w wyzwaniu, odpowiedz sobie, zupełnie szczerze, że to nie był lepszy dzień od innych? A jeśli był (a jestem prawie pewna, że był) może warto w ten "magiczny" sposób odczarować wszystkie dni by były lepsze? Bądź życzliwy na co dzień!

#OdNowaBezRewolucji - czyli małe wielkie zmiany

#OdNowaBezRewolucji - czyli małe wielkie zmiany




Jesień, zimna, szara i ciemna jesień. Trzeba dodać jej odrobinę ciepła. Jak część z Was już wie, uwielbiam zmiany i przemeblowania. Jak minimum raz na pół roku nie zrobię rewolucji w domu jestem chora ;D Czasem małe szczegóły mogą sprawić, że wiele się zmieni. A przede wszystkim nadamy więcej świeżości. 

Część z Was pewnie wie, jak to jest wynajmować mieszkanie. Niestety nie na wszystko mamy wpływ, część rzeczy dostajemy w spadku i nie bardzo możemy się ich pozbyć pomimo, że nie do końca nam odpowiadają. Jeśli mamy to szczęście i właściciel się zgodzi, możemy zrobić to co my! Czyli delikatnie (a może nawet bardzo) podrasować zastane rzeczy ;)

Na górze, macie zdjęcie po malowaniu. A tak szafka prezentowała się przed. (No doba, nie prezentowała się wcale i wcale nie pasowała do niczego).




Przyznaje się, że nie jestem mistrzem malowania i robiłam to pierwszy raz w życiu. Na szczęście na puszce z farbą Syntilor jest wszystko dokładnie opisane krok po kroku, jak przygotować powierzchnię oraz jak ją później pomalować. Więc nawet taki laik jak ja w tej dziedzinie, jest w stanie sobie sam z tym poradzić!

Jakie są plusy farby od #Syntilor:
  • wszystko jasno opisane,
  • farba nadaje się do wielu powierzchni, dzięki czemu nie musimy dobierać osobnych farb do szafki, ściany, kafelków i parapetu. Mamy wszystko w jednym!
  • odporna na zanieczyszczenia,
  • szybko schnie,
  • nie śmierdzi,
  • nadają się dla kompletnego laika, nie musisz mieć doświadczenie, a efekt i tak będzie super!
  • na stronie producenta wiele podpowiedzi i pomysłów.


Równolegle mój M, zabrał się za malowanie ściany przy kuchence, oraz parapetu, który jest szczególnie narażony, bo a to napada z dworu, a to za bardzo podleje kwiatki albo zioła które na nim stoją i pół wody wyląduje na parapecie zamiast w doniczce ;) Poniżej macie efekty. Co prawda nie rzucają one się bardzo w oczy, bo kolorystyczna zmiana jest niewielka z bieli na delikatną wanilię. Ale uwierzcie, jest super, bo wcześniej mieliśmy zwykłą farbę na ścianie, więc jak tylko coś prysnęło to robiły się brzydkie ślady. A teraz? Biorę wilgotną ściereczkę i wszystko jest idealnie! Nie ma śladu!


Szafka pasuje do ścian, ściany pasują do szafki i jeszcze parapet odmienił swój kolor. Wreszcie wszystko chociaż odrobinę bardziej spójne ;) A nie wszystko z innej parafii :D

A Ty? Co dziś zmalujesz?

Jak schudłam + moja opinia o Fitatu

Jak schudłam + moja opinia o Fitatu


Fitatu - czym tak właściwie jest?

Fitatu to aplikacja na telefon, dzięki której łatwiej nam zapanować nad tym co jemy. Odpowiednio ustawiona może nam pomóc w odchudzaniu lub przybrani kilogramów, zależy jaki cel nam przyświeca. Na Androida do pobrania w sklepie play. Po wpisaniu wagi, wzrostu i naszego celu, pomaga nam dobrać odpowiednią kaloryczność. Warto sprawdzić to również w innych źródłach, dlatego, że czasem wartości są zaniżane (na szczęście aplikacja pozwala nam na wpisanie własnych wartości). 

Jak mamy już ustawioną odpowiednią kaloryczność pozostaje wpisywać każdy posiłek. Fitatu mocna nam to ułatwia bo większość produktów które mamy na Polskim rynku są w ich bazie danych. Jeśli danego produktu nie ma, wystarczy chwila aby go dodać do bazy. Skanujemy kod kreskowy i podajemy wagę produktu (którą spożywamy) Bach! Po problemie. No dobra problem zostaje tylko jednej, żeby zjeść tyle ile wpisujemy a nie więcej ;)


Jak schudłam?

Czy było łatwo? A może trudno? Czemu po wakacjach, a nie przed? Czemu zaczęłam w środę a nie w poniedziałek? Czemu na koniec miesiąca?

Moja historia jest dość dziwna i zarazem śmieszna. Do odchudzania przymierzałam się kilkukrotnie, z lepszym i gorszym skutkiem. Ale nigdy nie wyszło tak ja chciałam. Tym razem postanowiłam. O dziwo była środa, środek tygodnia, wakacje dobiegały końca. Czyli moment w którym chyba nikt inny nie myśli o odchudzaniu. No cóż. Pewnie część z Was już wie, że nie zawsze podążam za schematami. Nie chce mówić, że tym razem się udało. Bo jeszcze kilka kilogramów mi zostało. Ale tym razem na "diecie" jestem ponad dwa miesiące. I wcale nie są to okropne miesiące. To bardzo przyjemny czas. Nie głodzę się, jestem najedzona i jem pyszne rzeczy. Ważne że mieszczę się w bilansie kalorycznym. Przyznaję, zdarzają się mniejsze i większe grzeszki. Czasem zjem cukierka albo ciasto. Ale po pierwsze staram się wybierać te mniej kaloryczne. A po drugie reszta posiłków jest zdrowa i nawet przy zjedzeniu danej słodkości mieszczę się w ujemnym bilansie kalorycznym ;) 
Przyznaję, że spadek wagi nie jest fenomenalnie duży. Czasem to kilogram na tydzień, ale o wiele częściej 0,2 kg. Ale nawet to mnie cieszy i to bardzo ;) Bo ten czas nie jest dla mnie męczarnią a samą przyjemnością!

Co mi pomogło?

Odkryłam cudowną grupę na FB, która nie poleca diet 500 kcal, tylko zdrowy tryb życia. Są tam dietetycy, którzy pomagają, są osoby bardziej i mniej doświadczone, pojawiają się przepisy na mało lub wysokokaloryczne dania!
Wcześniej wspomniane fitatu - czasem nie wiemy że dana rzecz ma aż tak dużo kcal. A fitatu łatwo to pokazuje. Możemy zaplanować posiłki na przód i wiemy czy nie przekroczymy bilansu.
Spacery! - nie jestem fanką męczącej aktywności fizycznej. Ale spacery uwielbiam. Czasem odpalam jakiś film z ćwiczeniami na YT, czasem pojawia się joga, czasem Mel B. 

Rady dla chcących się odchudzić?

  • Dieta nie może być katorgą, to ma być Twój nowy styl życia. 
  • Ćwiczenia to nie musi być siłownia, możesz ćwiczyć w domu nawet na dywanie, albo kocu (chociaż polecam nawet najtańszą matę do ćwiczeń, bo się tak nie ślizgają).
  • Zdrowe jedzenie może być pyszne!
  • Zacznij od teraz! Każdy dzień jest dobry!
  • Przygotowuj posiłki w domu, są zdrowsze, lepsze i tańsze!
Listopad 2018 - kalendarz do druku

Listopad 2018 - kalendarz do druku

Już zaraz listopad! Czyli jesteśmy na ostatniej prostej do końca roku. Zostały jeszcze tylko dwa miesiące. A ja tak jak Wam wcześniej obiecałam w pocie czoła tworzę kalendarz na przyszły rok. W wersji do druku i na pewno się z Wami nim podzielę!


Tak jak w poprzednich wersjach kalendarza w sierpniowym również pojawiła się informacja o zakazie handlu w dane niedziele ;)




Jak wydrukować kalendarz?


  • Zapisany plik otwórz i wejdź we właściwości drukowania.
  • Upewnij się, że plik będzie drukowany w oryginalnym rozmiarze w orientacji poziomej (A4).
  • Ustaw wysoką jakość wydruku aby kolory były żywe, cyfry wyraźne.
  • Po wydruku odczekaj chwilę aby tusz wysechł. (Szczególnie przy pliku kolorowym)
  • Wypełniał, po swojemu, tak jak potrzebujesz.


Jeśli masz ochotę na mniejszy rozmiar kalendarza, (A5) wystarczy, że prze wydruku zaznaczysz dwa elementy na stronie (lub drukuj wiele na stronie: 2)i wybierzesz orientacje pionową. 



Prawa autorskie zastrzeżone. Nie wyrażam zgody na używanie ich w celach zarobkowych, bez mojej zgody.
Jabłecznik na jesienne wieczory

Jabłecznik na jesienne wieczory


Jesień powitała nas w swojej pełnej okazałości, i niestety nie jest to typowa Polska Złata Jesień. Za oknem zimno, szaro. Trzeba sobie jakoś ten czas osłodzić. A co może być lepszego na osłodę jak nie domowej roboty jabłecznik? Przepis jest prosty, nie wymaga wiele pracy ani czasu (no wykluczając obranie i pokrojenie jabłek). 


Składniki:

Ciasto:

  • 500 g = 3,5 szklanki mąki przennej
  • 230 g = 1 szklanka cukru/erytrolu
  • 5 g = 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 200 gram margaryny
  • 103 g = 2 jajka
  • 16 g = 1 torebka cukru wanilinowego

Jabłka:

  • 1,2 kg jabłek (po obraniu)
  • 7 g = 1,5 łyżeczki cynamony
  • 50 g = 4 łyżki cukru/erytrolu


Przygotowanie:

  • Jabłka obieramy i kroimy w kostkę.
  • Wszystkie składniki ciasta mieszamy (a raczej kroimy nożem do połączenia) ponieważ kruche ciasto nie lubi ciepła, a dłonie zazwyczaj są ciepłe. Na koniec szybko zagniatamy. 3/4 ciasta wykładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180*C na 15 min. 1/4 ciasta owijamy folią spożywczą i wkładamy do zamrażalnika.
  • Jabłka przekładamy do garnka z odrobiną wody, dodajemy cukier oraz cynamon. prażymy na średnim gazie, co chwilę mieszając.
  • Wyjmujemy podpieczone ciasto z piekarnika. Wykładamy na nie jabłka. Na wierzch kruszymy pozostałą część ciasta, która znajdowała się w piekarniku. Pieczemy w 180*C przez około 35 min.


Makro:

Na porcję ( z przepisu wyszły 23 porcje, około 85 g po upieczeniu) przy użyciu erytrolu.
  • Kalorie: 166 kcal 
  • Białko: 3,23 g.
  • Tłuszcze: 7,17 g.
  • Węglowodany: 35,7 g.

Czekamy do ostygnięcia (bądź nie) i pałaszujemy ;) Smacznego.
Dobrze smakuje gorący z zimnymi lodami/ z bitą śmietaną/ posypany cukrem pudrem.


Zrób coś dla siebie - dzień zdrowia psychicznego

Zrób coś dla siebie - dzień zdrowia psychicznego


Nie wiem czy wiesz, ale już juro (czyli 10.10.2018r.) przypada dzień zdrowia psychicznego. Postanowiłam więc odrobinę nawiązać do tego dnia i zaproponować Ci, żebyś to właśnie w tym dniu, zrobił coś co przybliży Cię, lub ugruntuje Twoje zdrowie psychiczne.

Ale najpierw, kilka słów wyjaśniania, czym tak naprawdę jest zdrowie psychiczne:

Zdrowie psychiczne jest dynamicznym stanem wewnętrznej równowagi, która umożliwia osobom wykorzystywanie ich umiejętności w harmonii z uniwersalnymi wartościami społecznymi. Podstawowe umiejętności poznawcze i społeczne; zdolność rozpoznawania, wyrażania i modulowania własnych emocji, a także współczucia dla innych; elastyczność i zdolność radzenia sobie z niekorzystnymi zdarzeniami w życiu i pełnienia funkcji w rolach społecznych; a także harmonijny związek między ciałem a umysłem to istotne składniki zdrowia psychicznego, które przyczyniają się w różnym stopniu do stanu równowagi wewnętrznej. Według tej definicji równowaga wewnętrzna jest uważana za „stan dynamiczny” głównie w celu odzwierciedlenia faktu, że różne okresy życia człowieka (dojrzewanie, rodzicielstwo, przejście na emeryturę) naruszają ową równowagę i mogą wymagać zmian.
(http://www.psychiatriapolska.pl)


Dlatego właśnie dziś zachęcam Cię do zrobienia czegoś dla siebie. Spędzenia chwili czasu ze sobą, odprężenia, relaksu, a może ogromnego wysiłku fizycznego? Każdy z Nas jest inny, ale każdy powinien dążyć do zdrowia psychicznego. Dlatego warto dbać o to na każdym kroku. Oto kilka moich pomysłów które można wykonać w ten dzień. (Ale pamiętaj! Każdy dzień jest dobry, by zrobić coś dla siebie!)

  • Odpal ulubioną świeczkę. Cudownie jest móc się na chwilę zatrzymać i patrzeć w płomień świecy, być tu i teraz. Rozkoszować się naturalnym aromatem, olejki eteryczne.

  • Wypij kubek gorącej herbaty/kawy lub czekolady. Gorąca czekolada jest idealna jesienią. Aromatyczna herbata z plasterkiem pomarańczy i powbijanymi w niego kawałkami goździków. Czy nie robi się cieplej na sercu?

  • Obejrzyj ulubiony serial. Tak ten, na który nigdy nie masz czasu, bo zawsze jest coś ważniejszego. Np. zrobienie prania.

  • Zacznij prowadzić dziennik wdzięczności. To chyba idealny moment. Co może być lepszego w dbaniu o swoje zdrowie psychiczne niż pielęgnowanie w sobie rytuału wdzięczności?

  • Zaplanuj co chcesz zrobić w najbliższym czasie. Może pragniesz stworzyć coś wyjątkowego, tylko dla Ciebie? Coś co da Ci radość? Czasem nie jesteśmy w stanie wykonać wszystkiego od razu, z różnych względów. Ale to dobry czas by rozplanować działania.

  • Joga a może pilates? Uwielbia ćwiczenia. Ale tylko te spokojne. Te z cichą muzyczką w tle. Te w których ktoś mówi spokojnym głosem co teraz ma robić i że mam pamiętać o spokojnym oddechu. Tak to coś co mnie relaksuje! Możesz przyłączyć się do nie. Ale możesz też przebiec 10 km, albo poskakać na trampolinie. Wybierz to co Tobie odpowiada!

  • Upiecz/Ugotuj coś pysznego i delektuj się tym. Ile razy jemy w biegu? Nie mamy czasu na przygotowywanie posiłków, nie mamy też czasu na spokojne ich zjedzenie. Zwolnij chociaż ten jeden raz. I zjedz w spokoju! Samemu lub z kimś na kim Ci zależy. Pomyśl czego potrzebujesz w tym momencie. Czy samotności czy spędzenia czasu na jedzeniu pyszności z kimś ważnym.

  • Albo pójdź do restauracji. To miłe pielęgnowanie chwili, no i oczywiści swojego brzuszka!

  • Domowe SPA? A może chociaż maska na twarz? No dobra, domowe SPA, to trochę czasochłonne zajęcie, ale jeśli tylko możesz wygospodarować tyle czasu dla siebie, to zrób to! Jeśli nie, może masz wystarczająco dużo czasu, aby zrobić sobie masaż twarzy i nałożyć maskę?

  • Idź do kosmetyczki albo na masaż. Czasem warto się rozpieszczać. A nawet często warto się rozpieszczać!

  • Połóż się i zrelaksuj! Znajdź chwilę by odpocząć. Tak bez myślenia o czymkolwiek, bez ciągłego pośpiechu, bez nerwów. Chociaż 10 minut.

  • Spędź czas tu i teraz. Bez telefonu, bez ciągłego sprawdzania e-maili

  • Pójdź na spacer. Samemu lub z kimś. Ciesz się liśćmi pod nogami, tymi które właśnie spadają z drzew, kolorami, wsłuchaj się w naturę. I nie wmawiaj sobie, że mieszkasz w mieście to nie masz jak! Masz. Na wsi są pola, lasy, łąki, a w mieście parki! 


To tylko kilka nielicznych przykładów, co możesz zrobić dla siebie. Wybierz to czego najbardziej teraz potrzebujesz. Może masz ochotę na wspólny wypad ze znajomymi na dobre jedzonko, a może chcesz się zaszyć w świeżej i pachnącej pościeli z kubkiem gorącej czekolady z piankami patrząc na spadające liście z drzew? A może, chcesz iść na siłownię, albo zacząć zdrowy tryb życia. Zrób To czego Ty chcesz!

Dzień zdrowia psychicznego skłonił mnie do napisania tego wpisu, ale nie oznacza to, że tylko tego dnia warto robić coś dla siebie. Warto dbać o siebie zawsze! Pamiętaj o tym!


A Ty, co zrobisz dla siebie?
Lunch box - kasza z warzywami i tuńczykiem

Lunch box - kasza z warzywami i tuńczykiem



Dziś mega szybki pomysł na zdrowy, szybki i pyszny pomysł na lunch box do pracy/do szkoły/na uczelnie albo gdy chcecie przygotować sobie wcześniej jedzenie. Aby ułatwić Wam zdrowe odżywiania, wszystkie pomysły na LunchBox zebrałam pod jedną etykietą. Na razie jest ich bardzo mało, ale mam już kilka kolejnych w planach ;)


Składniki:

  • Kasza pęczak bulgur z soczewicą zieloną. (gotowa mieszanka do ugotowania)
  • Mieszanka warzyw mrożona (kalafior, brokuł i mimi marchewka).
  • Tuńczyk z puszki w sosie własnym.


Przygotowanie:

  • Kaszę gotujemy według przepisu na opakowaniu, czekamy aż ostygnie.
  • Gotujemy warzywa,
  • Odsączamy tuńczyka (u mnie około pół puszki)
  • Wszystkie składniki przekładamy do pojemnika i zabieramy do pracy lub wkładamy do lodówki ;)


Makro:

  • Kalorie: 485 kcal 
  • Białko: 38,9 g.
  • Tłuszcze: 2,9 g.
  • Węglowodany: 67.6 g.

*W tym LunchBoxie znalazło się jeszcze ciasto ;)

Smacznego!
Październik 2018 - kalendarz do druku

Październik 2018 - kalendarz do druku

Już październik, jesień w pełni dlatego w kalendarzu zagościły stonowane kolory. Zaraz będzie listopad, później grudzień. I koniec roku, a zarazem początek następnego. Jeśli tak jak ja, chcesz nowy rok rozpocząć z nowym kalendarzem stworzonym idealnie pod siebie, śledź mojego bloga w najbliższym czasie. Własny kalendarz jest trochę czaso i pracochłonny, ale zapewniam, że warto! Ja parę dni temu zamówiłam już swój wymarzony organizer z eko-skóry ;) I nie mogę się doczekać aż do mnie przyjdzie ;)


Tak jak w poprzednich wersjach kalendarza w sierpniowym również pojawiła się informacja o zakazie handlu w dane niedziele ;)






Jak wydrukować kalendarz?


  • Zapisany plik otwórz i wejdź we właściwości drukowania.
  • Upewnij się, że plik będzie drukowany w oryginalnym rozmiarze w orientacji poziomej (A4).
  • Ustaw wysoką jakość wydruku aby kolory były żywe, cyfry wyraźne.
  • Po wydruku odczekaj chwilę aby tusz wysechł. (Szczególnie przy pliku kolorowym)
  • Wypełniał, po swojemu, tak jak potrzebujesz.


Jeśli masz ochotę na mniejszy rozmiar kalendarza, (A5) wystarczy, że prze wydruku zaznaczysz dwa elementy na stronie (lub drukuj wiele na stronie: 2)i wybierzesz orientacje pionową. 



Prawa autorskie zastrzeżone. Nie wyrażam zgody na używanie ich w celach zarobkowych, bez mojej zgody.
Tokimeki - Magia sprzątania w praktyce

Tokimeki - Magia sprzątania w praktyce



Nie jestem wielką fanką Marie Kondo i może właśnie to przyczyniło się do chęci przeczytania drugiej części jej książki o porządkowaniu życia i domu. Pierwsza część "Magia Sprzątania" moim zdaniem jest bardziej ideologiczna i nie do końca do mnie przemówiła. Natomiast druga część mnie urzekła. Okej ideologiczne pogadanki też się tam pojawiają i nie do końca zawsze się z nimi zgadzam. Ale jest wiele praktycznych porad. 

Nie jestem typem czytającym poradniki, w sumie nie wiem czemu, może nigdy dobry nie wpadł mi w dłonie. Jeśli uznamy Tokimeki - Magię sprzątania w praktyce" za poradnik. To trochę zmienię zdanie. Bo ten jako pierwszy do mnie przemówił.

Czego konkretnego możemy dowiedzieć się z tej książki?

Jak wiecie uwielbiam konkrety, prosto, jasno i na temat. Ta książka trochę taka jest. Ale tylko wtedy gdy pominiemy pewne fragmenty, z drugiej strony jak je pominiemy, nie do końca zrozumiemy książkę.
  • W jakiej kolejności sprzątać.
  • Co zrobić w chwilach zwątpienia.
  • Czy lepiej sprzątać samemu czy z kimś, oraz od czego to zależy.
  • Dlaczego nie warto wyrzucać rzeczy innych.
  • Jak szanować przedmioty które zostawiamy, oraz te których się pozbywamy.
  • Jak układać ubrania w pionie i dlaczego warto.
  • Jak składać, zwijać, pakować, wieszać, rozmieszczać, ogrom różnorodnych przedmiotów.
  • Czemu nie warto zostawiać torby z rzeczami "może się przydać". 
  • Jak wybrać przedmioty które powinniśmy zostawić (tutaj nie do końca zgadzam się z autorką, trzymałabym się wersji, że jak są neutralne względem naszych uczuć a potrzebne, to należy je zostawić)
  • Jak ozdobić posprzątany dom.


Co wyniosłam z tej książki?

  • Poszerzyłam horyzonty. Bardziej otworzyłam się na inną kulturę, na inne podejście do przedmiotów. Nie do końca jestem przekonana do tej ideologii. Ale po części znajduję fragmenty z którymi się zgadzam. Po części :)
  • Spokój. Poczucie, że nie wszystko zawsze się udaje, że niektórym zajmuje to bardzo wiele czasu i że nie jestem sama. 
  • No i oczywiście to wszytko co wymieniła w akapicie wyżej o tym czego konkretnego możemy się dowiedzieć z tej książki. 


Ja jestem dopiero na początku swojej drogi. Na razie udało mi się uporządkować ubrania. (Prawie, bo nie pozbyłam się ich z domu. Dlaczego? Najpierw chciałam je sprzedać, ale zbyt wiele osób się umówiło, później mnie wystawiło. Wyrzucić szkoda, bo część jest w naprawdę dobrym stanie. Ale rozwiązanie przyszło samo. Jutro jest zbiórka odzieży i nas w bloku i wystarczy wystawić torbę przed drzwi ;)) Wiem, że to na tyle mało, że może nie powinnam mówić czy książka działa. Jedyne co mogę powiedzieć to to, że otwiera umysł. Dla mnie pomaga w uporządkowaniu swojego życia. Nie podaje gotowego rozwiązania, to my sami musimy zadbać o swój dom. Sami musimy podejmować decyzję, ale książka daje wskazówki. To jasne, że nie zadziała tak, że po przeczytaniu nasz dom będzie piękny i czysty. To proces. Proces który ja dopiero zaczęłam. Chciałam się z Wami tym podzielić, może zaczniecie ze mną? Może razem będzie nam raźniej i osiągniemy sukces?




Moja historia czerwonego paska

Moja historia czerwonego paska



Początek września to chyba właśnie taki moment w którym warto napisać na ten temat. Historia nie będzie tak kolorowa, może odrobinę ze szczęśliwym zakończeniem. Ale czy na pewno? 
Jak to było u mnie, czy zawsze dobrze się uczyłam? Czy kiedykolwiek dobrze się uczyłam? Kiedy, o ile w ogóle, czerpałam przyjemność z nauki i co tak naprawdę było dla mnie ważne. Trochę o życiu, trochę o nauce i tym jak bardzo zmienia się to na przestrzeni lat. 

Szkoła podstawowa.

Pech (a może szczęście) chciał, że trafiłam do najlepszej Łódzkiej podstawówki. Czysty przypadek, rodzice nie wybierali tej szkoły z racji renomy, a bliskości miejsca zamieszkania. 
Jeśli chodzi o naukę, w klasach 1-3 byłam całkiem dobra, ale nie byłam chwalona oficjalnie przez wychowawcę, bo ups, nie byłam córką prawników ani lekarzy. Ale słoneczka a później oceny przynosiłam dobre, w sumie nie wkładając w to jakoś bardzo dużo wysiłku. 
Później przyszła 4 klasa, podział przedmiotów. Inni nauczyciele. Nadal szło mi dobrze. Wiecie szkoła z renomą, klasa nierejonowa, 70% miała czerwony pasek, oczekiwano tego od wszystkich. Średnia powyżej 4,75 więc byłam pewna że ja również owy czerwony pasek na świadectwie otrzymam, bo przecież spełniam wymagania przekroczenia progu średniej oraz miałam zachowanie wzorowe (albo bardzo dobre, nie pamiętam, ale to nie ważne i tak przy takim zachowaniu czerwony pasek można było mieć). Jakież było moje rozczarowanie, gdy odbierałam świadectwo i okazało się, że nie, czerwonego paska nie będzie. Bo miałam 3 z angielskiego. Super, fajnie. Nie można było powiedzieć, że jak ma się 3 z jakiegoś przedmiotu to paska się nie dostanie? Dopiero po fakcie. 
Obraziłam się i w dupie miałam stopnie. Wiedzę posiadałam całkiem całkiem. Chociaż i tak w-f był moim ulubionym przedmiotem. Stopnie były mało ważne. Zdawałam, zdawałam i tyle ;)





Gimnazjum.


Poszłam do rejonowego, bo najbliżej. Przecież nie będę jeździć przez pół miasta. Nadal byłam obrażona i oceny były mało istotne. Okres buntu, nie żeby jakiś ogromny, ale trochę był. Uczyłam się tego co chciała. Na części lekcji mnie nie było bo jeździłam na zawody reprezentować szkołę. Jakoś nie byłam skora do nadrabiana. Średnia kształtowała się w okolicach 3,5. 
Ale przyszła 3 klasa gimnazjum. Skończył się pierwszy semestr w którym średnią miałam 3,5. I wtedy objawienie. Znalazłam szkołę do której za wszelką cenę chcę się dostać. I tak ze średnie 3,5 na semestr, wylądowałam ze średnią 4,13 na koniec roku. Mając 5-6 ze wszystkich przedmiotów które brane były pod uwagę przy rekrutacji do szkoły. Siedziałam po nocach i kleiłam albumy i plakaty na dodatkowe prace żeby podwyższyć ocenę. Bo wreszcie odkryłam cel. Muszę mieć dobre oceny, żeby dostać się do wymarzonej szkoły. 

Szkoła średnia.

Wybrałam technikum, na drugim końcu miasta (tak wiem, wiem co mówiłam, przy wyborze wcześniejszej szkoły, żeby była jak najbliżej, cóż tylko krowa nie zmienia zdania ;)). Czemu technikum? Bo stwierdziłam, że skoro znów mam się uczyć tego samego tylko bardziej rozszerzonego, to chce chociaż coś ciekawego w tej szkole. Coś co mnie zainteresuje i będę tak chciała jeździć i siedzieć. A zdjęciami i grafiką interesowałam się od dawna. Więc wybór był prosty. 
Wtedy już byłam po zajęciach w PROMie , wiedziałam trochę więcej o pierwszym wrażeniu niż przeciętni uczniowie idący do tej szkoły. I chciałam to wykorzystać. Udało się ;) Przez pierwsze 3 miesiące byłam idealnie przygotowana do wszystkich zajęć, zawsze miałam zrobioną pracę domową, posiadałam wiedzę z poprzednich lekcji i robiłam prace dodatkowe. Ale spodobało mi się to. Co prawda robiłam to bardziej wybiórczo. Prace dodatkowe robiłam tylko te które mi się podobały. A prace domowe co prawda odrabiałam ale mniej starannie, bo często w autobusie gdy mi się nudziło, albo na wolniejszej lekcji (ci...) I tak rok dobiegał końca. Wtedy moja wychowawczyni wyliczyła, że brakuje mi podniesienia jednej oceny o jeden stopień i będę miała czerwony pasek. Ja? Czerwony pasek? Nie uwierzyłam. Zabrałam się za liczenie. I o kurdę, ma racje! Ale jak to? Wiecie, najpierw chciałam sprawdzić, jak wiedza o człowieku, pierwszym wrażeniu przekłada się na praktykę, trochę chciałam przetestować czy w ogóle to ma sens. A nowa szkoła dała mi tą możliwość. Nie do końca zwracałam uwagę na oceny. Były jakie były. Nie miałam tej świadomości. Ale znów ten przeklęty angielski. Znów 3 i to takie naciągane. Wiem, że 4 mieć nie będę. Ale co się okazało, to tylko moja podstawówka miała jakieś niepisane zasady, że przy 3 z jakiegokolwiek przedmiotu nie ma paska. W żadnej innej szkole to nie funkcjonuje. Powiedziałam nauczycielom z przedmiotów z których miałam bardzo mocną ocenę, że nie dużo brakowało do wyższej, jak sprawa wygląda, że tak mało brakuje. Czy mogłabym poprawić jakiś sprawdzian, nauczyć się czegoś dodatkowo, albo zrobić jakąś dodatkową pracę. I bach udało się. Pierwszy raz w życiu miałam czerwony pasek!! W pierwszej klasie technikum. 


Gdyby ktoś w 4 klasie szkoły podstawowej powiedział mi, że będę miała czerwony pasek. Wyśmiałabym go. A tutaj po tylu latach, praktycznie niespodziewanie. Mam! Mam coś co mieć powinnam już dawno.


Później była druga klasa, już bardziej pilnowałam ocen, po raz kolejny miałam czerwony pasek. Teraz już bardziej wypracowany. Trzecia i czwarta klasa również zakończyła się czerwonym paskiem. Więc można wszystko jeśli tylko się chce.

To trochę absurdalna sytuacja. Najczęściej zdarza się, że w szkole podstawowej najwięcej dzieci ma czerwony pasek, im młodsza klasa tym lepsze oceny, później jest pasków coraz mniej i coraz mniej. W moim przypadku było zupełnie odwrotnie. 

Czasem nadal nie dowierzam, szczególnie patrząc na to, że ze studiów zrezygnowałam, pokonana przez angielski. Życie bywa bardzo przewrotne. Czasem zastanawiam się czy mogąc cofnąć czas postawiłabym na coś innego. 

Wrzesień 2018 - kalendarz do druku

Wrzesień 2018 - kalendarz do druku

Wrzesień - swojego rodzaju nowy początek. Dla części z Was to początek szkoły, dla części początek sesji poprawkowej, dla jeszcze innych ostatni miesiąc wakacji przed nowym semestrem na uczelni a dla kolejnych następny miesiąc niczym nieróżniący się od poprzednich (no chyba, że pogodą). Taki sam jak poprzednie, tak samo potrzebujący zaplanowania, by nie zgubić się w codzienności, nowej lub starej ;) Dlatego mam dla Was kalendarz do druku!

Tak jak w poprzednich wersjach kalendarza w sierpniowym również pojawiła się informacja o zakazie handlu w dane niedziele ;)




Jak wydrukować kalendarz?


  • Zapisany plik otwórz i wejdź we właściwości drukowania.
  • Upewnij się, że plik będzie drukowany w oryginalnym rozmiarze w orientacji poziomej (A4).
  • Ustaw wysoką jakość wydruku aby kolory były żywe, cyfry wyraźne.
  • Po wydruku odczekaj chwilę aby tusz wysechł. (Szczególnie przy pliku kolorowym)
  • Wypełniał, po swojemu, tak jak potrzebujesz.


Jeśli masz ochotę na mniejszy rozmiar kalendarza, (A5) wystarczy, że prze wydruku zaznaczysz dwa elementy na stronie (lub drukuj wiele na stronie: 2)i wybierzesz orientacje pionową. 



Prawa autorskie zastrzeżone. Nie wyrażam zgody na używanie ich w celach zarobkowych, bez mojej zgody.
Sierpień 2018 - kalendarz do druku

Sierpień 2018 - kalendarz do druku

Lato w pełni! Można nawet powiedzieć, że półmetek za nami. I tylko od nas zależy jak wykorzystamy drugą połowę wakacji, czy przebimbamy i minie szybciej niż mogłoby nam się wydawać, czy dobrze ją zaplanujemy i będziemy czerpać z niej wszystko co najlepsze, nie tylko przeżywając piękne chwilę, ale również budując urocze wspomnienia.

Tak jak w poprzednich wersjach kalendarza w sierpniowym również pojawiła się informacja o zakazie handlu w dane niedziele ;)









Jak wydrukować kalendarz?


  • Zapisany plik otwórz i wejdź we właściwości drukowania.
  • Upewnij się, że plik będzie drukowany w oryginalnym rozmiarze w orientacji poziomej (A4).
  • Ustaw wysoką jakość wydruku aby kolory były żywe, cyfry wyraźne.
  • Po wydruku odczekaj chwilę aby tusz wysechł. (Szczególnie przy pliku kolorowym)
  • Wypełniał, po swojemu, tak jak potrzebujesz.


Jeśli masz ochotę na mniejszy rozmiar kalendarza, (A5) wystarczy, że prze wydruku zaznaczysz dwa elementy na stronie (lub drukuj wiele na stronie: 2)i wybierzesz orientacje pionową. 



Prawa autorskie zastrzeżone. Nie wyrażam zgody na używanie ich w celach zarobkowych, bez mojej zgody.
Za co kocham wieś i lasy

Za co kocham wieś i lasy



Ostatnio spędziłam bardzo przyjemne chwilę, spokoju i relaksu. W niedzielę wybraliśmy się z M do lasu łagiewnickiego a we wtorek odpoczęłam w Kraszewie. 


Za co kocham wieś i las:


  • cisza (żyjemy w świecie gdzie jest multum bodźców, atakują nas z każdej strony, nasz organizm jest przebodźcowany, a czasem potrzebuje odpoczynku i odrobiny ciszy. Rzadko kiedy mam możliwość wsłuchania się w odgłosy natury, i w swoje uczucia),
  • spokój (w codziennym życiu ludzie dookoła nas wciąż pędzą, biegną, wszystko dzieje się tak szybko. Pracuje w CH i bieganie ludzi, ciągłe napięcie, towarzyszą mi bardzo często, więc momenty w których mogę się od nich odciąć, są na wagę złota),
  • świeże powietrze (no dobra, nie zawsze i nie wszędzie, zależy w jakim miejscu znajduje się las i wieś. O ile w lesie możemy liczyć na piękny zapach, o tyle na wsi, zależy gdzie się znajdziemy),
  • bliżej natury (świeżę owoce, świeże mleko, świeże jajka, kukurydza prosto z pola, porzeczki zerwane z krzaka, jabłka zrywane z drzewa, powiedz czy jest coś lepszego? Moim zdaniem nie ma), 
  • wspomnienia (czasem wszystkie w.w rzeczy idą w odstawkę gdy na pierwszy plan wychodzą wspomnienia które wiążemy z danym miejscem, dziecięca beztroska)

Ja gdy tylko mogę wybieram spokój i ciszę, nie kręcą mnie plażę pełne turystów na których nie ma miejsca na swobodne rozłożenie ręcznika. Wtedy bardziej się męczę niż odpoczywam. Morze jest cudowne, ale dla mnie, na pewno nie w sezonie. 

A Ty? Lubisz wieś i las? Lubisz spokój i ciszę, czy może wolisz gdy jest gwar i dużo ludzi?
Na szczęście każdy z nas jest inny i każdy relaksuje się w inny sposób.
Super żywność - siemię lniane

Super żywność - siemię lniane



Dzisiejszy wpis będzie poświęcony jednemu z Polskich tzw. SuperFood. Chciałabym stworzyć całą serię wpisów na ten temat. Ponieważ wydaje mi się, że w dzisiejszej dobie internetu i bycia "trendi" przestajemy zwracać uwagę do realnych właściwości zdrowotnych, a kierujemy się tym co mówią gwiazdy, co jest promowane, na topie i co ładnie wygląda na istazdjęciach.


Siemię lniane - czyli nasiona lnu, uprawiane już od III w.p.n.e w Chinach, Egipcie i Babilonii, kiedyś często używane w polskiej kuchni, często przy przeziębieniach, leczeniu ran, oraz problemach żołądkowych. Dziś bardzo łatwo dostępne w aptekach, oraz hipermarketach, lecz niestety trochę zapomniane i wyparte przez nasiona Chia, które mają podobne wartości odżywcze, ale len pobija je jednogłośnie!

Nasiona lnu - co zawierają:

  • Białko – zaopatruje organizm w niezbędne aminokwasy, które są niezbędne do wzrostu masy mięśniowej i utrzymania prawidłowego stanu kości.
  • Żelazo – przyczynia się do prawidłowego tworzenia krwinek czerwonych i hemoglobiny oraz wspomaga zmniejszenie uczucia znużenia i zmęczenia, pomaga również w utrzymaniu prawidłowych funkcji poznawczych i dobrego funkcjonowania układu odpornościowego.
  • Błonnik – pomaga na dłużej zachować sytość oraz zmniejsza chęć na sięganie po niezdrowe przekąski w ciągu dnia. Usuwa z organizmu zalegające produkty przemiany materii.
  • Cynk – wspomaga płodność, przyczynia się do utrzymania zdrowej kondycji włosów, paznokci, skóry, kości i wzroku. Wspomaga odporność i pracę mózgu.
  • Wapń – jest potrzebny do utrzymania zdrowych kości i zębów. Przyczynia się także do prawidłowego funkcjonowania mięśni.
  • Witamina B1 – przyczynia się do prawidłowej pracy serca i normuje metabolizm energetyczny.
  • Witamina B6 – pomaga w tworzeniu się krwinek czerwonych oraz zmniejsza uczucie zmęczenia.
  • Fosfor – dba o zdrowe kości i zęby.
  • Magnez – jest potrzebny do prawidłowego funkcjonowania mięśni i syntezy białek. Odgrywa dużą rolę w niwelowaniu skurczów, zmęczenia, stresu i napięcia.
  • Potas – przyczynia się do utrzymania właściwego ciśnienia krwi i prawidłowego funkcjonowania mięśni.
  • Kwasy tłuszczowe omega-3 – zapewniają lepszą pamięć, prawidłową pracę mózgu i serca oraz zapewniają odpowiedni poziom cholesterolu we krwi.


50 gramowa porcja siemienia lnianego to:

  • 20% codziennego zapotrzebowania na żelazo.
  • około 13,7 g błonnika.
  • 16% codziennej porcji wapnia.
  • 22% dziennego zapotrzebowania na cynk.
  • 75% dziennego zapotrzebowania na tę witaminę.
  • 17% dziennej dawki witaminy B6.
  • 46% codziennego zalecanego spożycia fosforu.
  • 52% codziennego zapotrzebowania na magnez.
  • 20% dziennej dawki potasu.


Siemię lniane - co daje:

  • zmniejsza poziom złego cholesterolu (poprzez zawarte w sobie kwasy OMEGA-3),
  • pomaga zredukować nadmierną masę ciała (daje uczucie sytości, przez co jesteśmy dłużej najedzeni),
  • wycisza przewlekłe stany zapalne,
  • przeciwdziała objawom menopauzy (redukuje uderzenia gorąca),
  • powoduje spadek glukozy (u osób z cukrzycą typu II wg. badań podczas spożywania codziennie od 10 do 20 gram mielonego lnu poziom glukozy obniżył się o 8-20%),
  • działa antyoksydacyjnie (m.in. przez zawartość lignany),
  • zmniejsza stany zapalne jelit,
  • wspomaga organizm w usuwaniu złogów z jelit,
  • wzmacnia włosy oraz powoduje że są bardziej lśniące,
  • wzmacnia paznokcie oraz zmniejsza ich łamliwość,
  • pomaga na podrażnione kaszlem (lub długotrwałym mówieniem) gardło, załagadzając śluzówkę i zmniejszając odruch kaszlowy (tzw. drapanie w gardle),

Kto powinien unikać:

  • kobiety w ciąży (działanie lnu nie jest przebadane na kobietach w ciąży, a przez działanie estrogenowe nie jest zalecane przez lekarzy do codziennego spożywania),
  • osoby z silnymi zaparciami 


źródła danych:
USDA National Nutrient Database for Standard Reference
www.poradnikzdrowie.pl
Kwiatkowska E., Fitoestrogeny – rola prozdrowotna i zawartość w produktach, Postępy Fitoterapii, 2009, 2, 107-112
www.odkrywamyzakryte.com
Brakuje mi tej beztroski

Brakuje mi tej beztroski

Ostatni czas to czas refleksji. Refleksji które przychodzą w bardzo dziwnych momentach. Na przykład w trakcie spotkania ze znajomymi. Refleksji która powoduje, że zaczynam się zastanawiać czemu teraz jest tak a nie inaczej. Wiem przez moje wybory. Nie jestem osobą która lubi gdybać, coby było gdybym zrobiła inaczej. Nie lubię też rozpamiętywać starych spraw. Lubię wracać tylko do miłych wspomnień i mam wrażenie, że mój mózg sam broni się przed niektórymi sytuacjami i po prostu zapomina pewne przykre elementy. Z jednej strony to dobrze, ale z drugiej strony zastanawiam się czy tak było na prawdę, czy to tylko wyidealizowany obraz.

Brakuje mi tej beztroski która kiedyś była. Brakuje mi tych luźnych rozmów w środku nocy. Brakuje mi tych relacji które były takie prawdziwe. Tych przyjaźni na śmierć i życie, tych tajemnic które nigdy nie były zdradzone. Tej jednocześnie beztroski i prawdziwości. Prawdziwości uczuć, emocji, słów, życia, relacji. 

Zastanawiam się czy to dorosłość, czy coś poszło nie tak. Czasem chciałabym wrócić do tych chwil choć na chwilę, gdzie pomimo wielkich problemów były chwilę, ze one nie istniały. Ta beztroska pomimo wszystkiego. Ta większa spontaniczność. To dążenie do celu bez strachu co ktoś powie, czy wypada, czy nie wypada, zastanawiania się, że w sumie to po co, dlaczego, czemu. Po prostu robiliśmy to na co mieliśmy ochotę. Spontanicznie, bez większego rozmyślania, ciesząc się chwilą. Bo tak na prawdę czemu w sekundę nie mogliśmy podjąć decyzji by jechać do sąsiedniego miasteczka 2 godziny drogi stąd. Tylko po to, żeby się przejechać, usiąść na molo i zagrać w karty? Mogliśmy i to robiliśmy. 

A teraz zastanawiam się czy tylko ja przestałam być tak spontaniczna, czy my wszyscy. Czy to osobnicza cecha, czy dorosłość nas zjadła. Czy wszyscy z którymi dzieliłam te chwilę, mają tak samo? Czy to czują, czy nawet nie zauważyli. 

Pamiętasz jak:
  • jechałyśmy na drugi koniec miasta bo Frugo wróciło do sklepów?
  • malowałyśmy kredą po betonie?
  • lataliśmy ze sprejami po osiedlu?
  • tworzyłyśmy koszulki?
  • biegaliśmy po ruinach?
  • graliśmy w kapsle?
  • szwedałyśmy się po Bałutach?
  • ogródki działkowe?
  • molo?
  • spontaniczną kąpiel w jeziorku?
  • właziliśmy w miejsca w których lepiej było się nie znaleźć?
  • przestraszyliśmy się nawzajem z innymi zwiedzającymi?
  • straszyliśmy w opuszczonej willi?
  • robiłyśmy serduszka do zdjęć?
  • jeździliśmy na rolkach w środku nocy?
  • jechaliśmy do sąsiedniego miasteczka, bo tak?
  • wrzucali nas do wody? byle by płytkiej?
  • śmiałyśmy się z "co pier... kogo pier... (...)"?
  • łaziliśmy po dachach?
  • świętowałyśmy kobiece walentynki?
  • sum sudoku?
  • ciepłe i puchate?
  • przytulanie na misia?
  • robienie scenek profilaktycznych?
  • wagary na placyku przy szkole?
  • wchodziliśmy po schodach na 11 piętro tylko po to żeby zobaczyć jaki jest widok?
  • przechodziliśmy przez ogrodzenia z drutem kolczastym?
  • graliśmy w "leci piwko na przeciwko?"
  • graliśmy w "baba jaga patrzy"?
  • siedzenie na schodach po nocy, żeby pogadać, o wszystkim?
  • jak rodzice wołali na obiad krzyczeliśmy, że nie teraz bo inni idą później/bo gramy?
  • trzepak?
  • granie w piłkę nożną między plecakami i trzepakiem, bo orliki wtedy nie istniały?
tych chwil jest tak wiele, że nie da się wszystkich wypisać, nawet nie da się wszystkich przypomnieć w jeden wieczór, a i tydzień mógłby być mało.


Pamiętasz? Ja pamiętam. Są wakacje, pamiętasz? Każda chwila na dworze? Burza, deszcz? Nie były istotne.

Z perspektywy czasu niektóre te zachowania były głupie. Przyznaję bez bicia, ale z drugiej strony Nas ukształtowały. Owszem mogliśmy tego nie przeżyć. Ale z drugiej strony poza siniakami, czasem porozcinanymi nogami nic takiego nam się nie stało. A gdyby nie te wydarzenia bylibyśmy innymi ludźmi i nie mielibyśmy co wspominać, bo teraz mamy, prawda?

Wszystko się pozmieniało, poszliśmy w różne strony, zostały zdjęcia. Część z Nas ma już rodziny, część siedzi w kryminale, część pije dzień w dzień w bramie, część skończyła studia, część gdzieś zniknęła. Czy jeszcze kiedyś się spotkamy? Czy usiądziemy przy piwie, albo tymbarku i powspominamy dawne czasy otwierając kapsle i czytając co jest pod spodem?

A teraz odpal ten jakże stary kawałek i pomyśl...

Czy uda nam się to kiedyś powtórzyć?

A Ty? Tak Ty, myślisz czasem, jak to wszystko mogło się potoczyć? Wspominasz tą pełną beztroskę? Myślisz co u starych znajomych? Jak potoczyło się ich życie? Czy pamiętają Wasze wspólne chwilę?
Copyright © Altruistka , Blogger