Zrób coś dla siebie - dzień zdrowia psychicznego

Zrób coś dla siebie - dzień zdrowia psychicznego


Nie wiem czy wiesz, ale już juro (czyli 10.10.2018r.) przypada dzień zdrowia psychicznego. Postanowiłam więc odrobinę nawiązać do tego dnia i zaproponować Ci, żebyś to właśnie w tym dniu, zrobił coś co przybliży Cię, lub ugruntuje Twoje zdrowie psychiczne.

Ale najpierw, kilka słów wyjaśniania, czym tak naprawdę jest zdrowie psychiczne:

Zdrowie psychiczne jest dynamicznym stanem wewnętrznej równowagi, która umożliwia osobom wykorzystywanie ich umiejętności w harmonii z uniwersalnymi wartościami społecznymi. Podstawowe umiejętności poznawcze i społeczne; zdolność rozpoznawania, wyrażania i modulowania własnych emocji, a także współczucia dla innych; elastyczność i zdolność radzenia sobie z niekorzystnymi zdarzeniami w życiu i pełnienia funkcji w rolach społecznych; a także harmonijny związek między ciałem a umysłem to istotne składniki zdrowia psychicznego, które przyczyniają się w różnym stopniu do stanu równowagi wewnętrznej. Według tej definicji równowaga wewnętrzna jest uważana za „stan dynamiczny” głównie w celu odzwierciedlenia faktu, że różne okresy życia człowieka (dojrzewanie, rodzicielstwo, przejście na emeryturę) naruszają ową równowagę i mogą wymagać zmian.
(http://www.psychiatriapolska.pl)


Dlatego właśnie dziś zachęcam Cię do zrobienia czegoś dla siebie. Spędzenia chwili czasu ze sobą, odprężenia, relaksu, a może ogromnego wysiłku fizycznego? Każdy z Nas jest inny, ale każdy powinien dążyć do zdrowia psychicznego. Dlatego warto dbać o to na każdym kroku. Oto kilka moich pomysłów które można wykonać w ten dzień. (Ale pamiętaj! Każdy dzień jest dobry, by zrobić coś dla siebie!)

  • Odpal ulubioną świeczkę. Cudownie jest móc się na chwilę zatrzymać i patrzeć w płomień świecy, być tu i teraz. Rozkoszować się naturalnym aromatem, olejki eteryczne.

  • Wypij kubek gorącej herbaty/kawy lub czekolady. Gorąca czekolada jest idealna jesienią. Aromatyczna herbata z plasterkiem pomarańczy i powbijanymi w niego kawałkami goździków. Czy nie robi się cieplej na sercu?

  • Obejrzyj ulubiony serial. Tak ten, na który nigdy nie masz czasu, bo zawsze jest coś ważniejszego. Np. zrobienie prania.

  • Zacznij prowadzić dziennik wdzięczności. To chyba idealny moment. Co może być lepszego w dbaniu o swoje zdrowie psychiczne niż pielęgnowanie w sobie rytuału wdzięczności?

  • Zaplanuj co chcesz zrobić w najbliższym czasie. Może pragniesz stworzyć coś wyjątkowego, tylko dla Ciebie? Coś co da Ci radość? Czasem nie jesteśmy w stanie wykonać wszystkiego od razu, z różnych względów. Ale to dobry czas by rozplanować działania.

  • Joga a może pilates? Uwielbia ćwiczenia. Ale tylko te spokojne. Te z cichą muzyczką w tle. Te w których ktoś mówi spokojnym głosem co teraz ma robić i że mam pamiętać o spokojnym oddechu. Tak to coś co mnie relaksuje! Możesz przyłączyć się do nie. Ale możesz też przebiec 10 km, albo poskakać na trampolinie. Wybierz to co Tobie odpowiada!

  • Upiecz/Ugotuj coś pysznego i delektuj się tym. Ile razy jemy w biegu? Nie mamy czasu na przygotowywanie posiłków, nie mamy też czasu na spokojne ich zjedzenie. Zwolnij chociaż ten jeden raz. I zjedz w spokoju! Samemu lub z kimś na kim Ci zależy. Pomyśl czego potrzebujesz w tym momencie. Czy samotności czy spędzenia czasu na jedzeniu pyszności z kimś ważnym.

  • Albo pójdź do restauracji. To miłe pielęgnowanie chwili, no i oczywiści swojego brzuszka!

  • Domowe SPA? A może chociaż maska na twarz? No dobra, domowe SPA, to trochę czasochłonne zajęcie, ale jeśli tylko możesz wygospodarować tyle czasu dla siebie, to zrób to! Jeśli nie, może masz wystarczająco dużo czasu, aby zrobić sobie masaż twarzy i nałożyć maskę?

  • Idź do kosmetyczki albo na masaż. Czasem warto się rozpieszczać. A nawet często warto się rozpieszczać!

  • Połóż się i zrelaksuj! Znajdź chwilę by odpocząć. Tak bez myślenia o czymkolwiek, bez ciągłego pośpiechu, bez nerwów. Chociaż 10 minut.

  • Spędź czas tu i teraz. Bez telefonu, bez ciągłego sprawdzania e-maili

  • Pójdź na spacer. Samemu lub z kimś. Ciesz się liśćmi pod nogami, tymi które właśnie spadają z drzew, kolorami, wsłuchaj się w naturę. I nie wmawiaj sobie, że mieszkasz w mieście to nie masz jak! Masz. Na wsi są pola, lasy, łąki, a w mieście parki! 


To tylko kilka nielicznych przykładów, co możesz zrobić dla siebie. Wybierz to czego najbardziej teraz potrzebujesz. Może masz ochotę na wspólny wypad ze znajomymi na dobre jedzonko, a może chcesz się zaszyć w świeżej i pachnącej pościeli z kubkiem gorącej czekolady z piankami patrząc na spadające liście z drzew? A może, chcesz iść na siłownię, albo zacząć zdrowy tryb życia. Zrób To czego Ty chcesz!

Dzień zdrowia psychicznego skłonił mnie do napisania tego wpisu, ale nie oznacza to, że tylko tego dnia warto robić coś dla siebie. Warto dbać o siebie zawsze! Pamiętaj o tym!


A Ty, co zrobisz dla siebie?
Lunch box - kasza z warzywami i tuńczykiem

Lunch box - kasza z warzywami i tuńczykiem



Dziś mega szybki pomysł na zdrowy, szybki i pyszny pomysł na lunch box do pracy/do szkoły/na uczelnie albo gdy chcecie przygotować sobie wcześniej jedzenie. Aby ułatwić Wam zdrowe odżywiania, wszystkie pomysły na LunchBox zebrałam pod jedną etykietą. Na razie jest ich bardzo mało, ale mam już kilka kolejnych w planach ;)


Składniki:

  • Kasza pęczak bulgur z soczewicą zieloną. (gotowa mieszanka do ugotowania)
  • Mieszanka warzyw mrożona (kalafior, brokuł i mimi marchewka).
  • Tuńczyk z puszki w sosie własnym.


Przygotowanie:

  • Kaszę gotujemy według przepisu na opakowaniu, czekamy aż ostygnie.
  • Gotujemy warzywa,
  • Odsączamy tuńczyka (u mnie około pół puszki)
  • Wszystkie składniki przekładamy do pojemnika i zabieramy do pracy lub wkładamy do lodówki ;)


Makro:

  • Kalorie: 485 kcal 
  • Białko: 38,9 g.
  • Tłuszcze: 2,9 g.
  • Węglowodany: 67.6 g.

*W tym LunchBoxie znalazło się jeszcze ciasto ;)

Smacznego!
Październik 2018 - kalendarz do druku

Październik 2018 - kalendarz do druku

Już październik, jesień w pełni dlatego w kalendarzu zagościły stonowane kolory. Zaraz będzie listopad, później grudzień. I koniec roku, a zarazem początek następnego. Jeśli tak jak ja, chcesz nowy rok rozpocząć z nowym kalendarzem stworzonym idealnie pod siebie, śledź mojego bloga w najbliższym czasie. Własny kalendarz jest trochę czaso i pracochłonny, ale zapewniam, że warto! Ja parę dni temu zamówiłam już swój wymarzony organizer z eko-skóry ;) I nie mogę się doczekać aż do mnie przyjdzie ;)


Tak jak w poprzednich wersjach kalendarza w sierpniowym również pojawiła się informacja o zakazie handlu w dane niedziele ;)






Jak wydrukować kalendarz?


  • Zapisany plik otwórz i wejdź we właściwości drukowania.
  • Upewnij się, że plik będzie drukowany w oryginalnym rozmiarze w orientacji poziomej (A4).
  • Ustaw wysoką jakość wydruku aby kolory były żywe, cyfry wyraźne.
  • Po wydruku odczekaj chwilę aby tusz wysechł. (Szczególnie przy pliku kolorowym)
  • Wypełniał, po swojemu, tak jak potrzebujesz.


Jeśli masz ochotę na mniejszy rozmiar kalendarza, (A5) wystarczy, że prze wydruku zaznaczysz dwa elementy na stronie (lub drukuj wiele na stronie: 2)i wybierzesz orientacje pionową. 



Prawa autorskie zastrzeżone. Nie wyrażam zgody na używanie ich w celach zarobkowych, bez mojej zgody.
Tokimeki - Magia sprzątania w praktyce

Tokimeki - Magia sprzątania w praktyce



Nie jestem wielką fanką Marie Kondo i może właśnie to przyczyniło się do chęci przeczytania drugiej części jej książki o porządkowaniu życia i domu. Pierwsza część "Magia Sprzątania" moim zdaniem jest bardziej ideologiczna i nie do końca do mnie przemówiła. Natomiast druga część mnie urzekła. Okej ideologiczne pogadanki też się tam pojawiają i nie do końca zawsze się z nimi zgadzam. Ale jest wiele praktycznych porad. 

Nie jestem typem czytającym poradniki, w sumie nie wiem czemu, może nigdy dobry nie wpadł mi w dłonie. Jeśli uznamy Tokimeki - Magię sprzątania w praktyce" za poradnik. To trochę zmienię zdanie. Bo ten jako pierwszy do mnie przemówił.

Czego konkretnego możemy dowiedzieć się z tej książki?

Jak wiecie uwielbiam konkrety, prosto, jasno i na temat. Ta książka trochę taka jest. Ale tylko wtedy gdy pominiemy pewne fragmenty, z drugiej strony jak je pominiemy, nie do końca zrozumiemy książkę.
  • W jakiej kolejności sprzątać.
  • Co zrobić w chwilach zwątpienia.
  • Czy lepiej sprzątać samemu czy z kimś, oraz od czego to zależy.
  • Dlaczego nie warto wyrzucać rzeczy innych.
  • Jak szanować przedmioty które zostawiamy, oraz te których się pozbywamy.
  • Jak układać ubrania w pionie i dlaczego warto.
  • Jak składać, zwijać, pakować, wieszać, rozmieszczać, ogrom różnorodnych przedmiotów.
  • Czemu nie warto zostawiać torby z rzeczami "może się przydać". 
  • Jak wybrać przedmioty które powinniśmy zostawić (tutaj nie do końca zgadzam się z autorką, trzymałabym się wersji, że jak są neutralne względem naszych uczuć a potrzebne, to należy je zostawić)
  • Jak ozdobić posprzątany dom.


Co wyniosłam z tej książki?

  • Poszerzyłam horyzonty. Bardziej otworzyłam się na inną kulturę, na inne podejście do przedmiotów. Nie do końca jestem przekonana do tej ideologii. Ale po części znajduję fragmenty z którymi się zgadzam. Po części :)
  • Spokój. Poczucie, że nie wszystko zawsze się udaje, że niektórym zajmuje to bardzo wiele czasu i że nie jestem sama. 
  • No i oczywiście to wszytko co wymieniła w akapicie wyżej o tym czego konkretnego możemy się dowiedzieć z tej książki. 


Ja jestem dopiero na początku swojej drogi. Na razie udało mi się uporządkować ubrania. (Prawie, bo nie pozbyłam się ich z domu. Dlaczego? Najpierw chciałam je sprzedać, ale zbyt wiele osób się umówiło, później mnie wystawiło. Wyrzucić szkoda, bo część jest w naprawdę dobrym stanie. Ale rozwiązanie przyszło samo. Jutro jest zbiórka odzieży i nas w bloku i wystarczy wystawić torbę przed drzwi ;)) Wiem, że to na tyle mało, że może nie powinnam mówić czy książka działa. Jedyne co mogę powiedzieć to to, że otwiera umysł. Dla mnie pomaga w uporządkowaniu swojego życia. Nie podaje gotowego rozwiązania, to my sami musimy zadbać o swój dom. Sami musimy podejmować decyzję, ale książka daje wskazówki. To jasne, że nie zadziała tak, że po przeczytaniu nasz dom będzie piękny i czysty. To proces. Proces który ja dopiero zaczęłam. Chciałam się z Wami tym podzielić, może zaczniecie ze mną? Może razem będzie nam raźniej i osiągniemy sukces?




Moja historia czerwonego paska

Moja historia czerwonego paska



Początek września to chyba właśnie taki moment w którym warto napisać na ten temat. Historia nie będzie tak kolorowa, może odrobinę ze szczęśliwym zakończeniem. Ale czy na pewno? 
Jak to było u mnie, czy zawsze dobrze się uczyłam? Czy kiedykolwiek dobrze się uczyłam? Kiedy, o ile w ogóle, czerpałam przyjemność z nauki i co tak naprawdę było dla mnie ważne. Trochę o życiu, trochę o nauce i tym jak bardzo zmienia się to na przestrzeni lat. 

Szkoła podstawowa.

Pech (a może szczęście) chciał, że trafiłam do najlepszej Łódzkiej podstawówki. Czysty przypadek, rodzice nie wybierali tej szkoły z racji renomy, a bliskości miejsca zamieszkania. 
Jeśli chodzi o naukę, w klasach 1-3 byłam całkiem dobra, ale nie byłam chwalona oficjalnie przez wychowawcę, bo ups, nie byłam córką prawników ani lekarzy. Ale słoneczka a później oceny przynosiłam dobre, w sumie nie wkładając w to jakoś bardzo dużo wysiłku. 
Później przyszła 4 klasa, podział przedmiotów. Inni nauczyciele. Nadal szło mi dobrze. Wiecie szkoła z renomą, klasa nierejonowa, 70% miała czerwony pasek, oczekiwano tego od wszystkich. Średnia powyżej 4,75 więc byłam pewna że ja również owy czerwony pasek na świadectwie otrzymam, bo przecież spełniam wymagania przekroczenia progu średniej oraz miałam zachowanie wzorowe (albo bardzo dobre, nie pamiętam, ale to nie ważne i tak przy takim zachowaniu czerwony pasek można było mieć). Jakież było moje rozczarowanie, gdy odbierałam świadectwo i okazało się, że nie, czerwonego paska nie będzie. Bo miałam 3 z angielskiego. Super, fajnie. Nie można było powiedzieć, że jak ma się 3 z jakiegoś przedmiotu to paska się nie dostanie? Dopiero po fakcie. 
Obraziłam się i w dupie miałam stopnie. Wiedzę posiadałam całkiem całkiem. Chociaż i tak w-f był moim ulubionym przedmiotem. Stopnie były mało ważne. Zdawałam, zdawałam i tyle ;)





Gimnazjum.


Poszłam do rejonowego, bo najbliżej. Przecież nie będę jeździć przez pół miasta. Nadal byłam obrażona i oceny były mało istotne. Okres buntu, nie żeby jakiś ogromny, ale trochę był. Uczyłam się tego co chciała. Na części lekcji mnie nie było bo jeździłam na zawody reprezentować szkołę. Jakoś nie byłam skora do nadrabiana. Średnia kształtowała się w okolicach 3,5. 
Ale przyszła 3 klasa gimnazjum. Skończył się pierwszy semestr w którym średnią miałam 3,5. I wtedy objawienie. Znalazłam szkołę do której za wszelką cenę chcę się dostać. I tak ze średnie 3,5 na semestr, wylądowałam ze średnią 4,13 na koniec roku. Mając 5-6 ze wszystkich przedmiotów które brane były pod uwagę przy rekrutacji do szkoły. Siedziałam po nocach i kleiłam albumy i plakaty na dodatkowe prace żeby podwyższyć ocenę. Bo wreszcie odkryłam cel. Muszę mieć dobre oceny, żeby dostać się do wymarzonej szkoły. 

Szkoła średnia.

Wybrałam technikum, na drugim końcu miasta (tak wiem, wiem co mówiłam, przy wyborze wcześniejszej szkoły, żeby była jak najbliżej, cóż tylko krowa nie zmienia zdania ;)). Czemu technikum? Bo stwierdziłam, że skoro znów mam się uczyć tego samego tylko bardziej rozszerzonego, to chce chociaż coś ciekawego w tej szkole. Coś co mnie zainteresuje i będę tak chciała jeździć i siedzieć. A zdjęciami i grafiką interesowałam się od dawna. Więc wybór był prosty. 
Wtedy już byłam po zajęciach w PROMie , wiedziałam trochę więcej o pierwszym wrażeniu niż przeciętni uczniowie idący do tej szkoły. I chciałam to wykorzystać. Udało się ;) Przez pierwsze 3 miesiące byłam idealnie przygotowana do wszystkich zajęć, zawsze miałam zrobioną pracę domową, posiadałam wiedzę z poprzednich lekcji i robiłam prace dodatkowe. Ale spodobało mi się to. Co prawda robiłam to bardziej wybiórczo. Prace dodatkowe robiłam tylko te które mi się podobały. A prace domowe co prawda odrabiałam ale mniej starannie, bo często w autobusie gdy mi się nudziło, albo na wolniejszej lekcji (ci...) I tak rok dobiegał końca. Wtedy moja wychowawczyni wyliczyła, że brakuje mi podniesienia jednej oceny o jeden stopień i będę miała czerwony pasek. Ja? Czerwony pasek? Nie uwierzyłam. Zabrałam się za liczenie. I o kurdę, ma racje! Ale jak to? Wiecie, najpierw chciałam sprawdzić, jak wiedza o człowieku, pierwszym wrażeniu przekłada się na praktykę, trochę chciałam przetestować czy w ogóle to ma sens. A nowa szkoła dała mi tą możliwość. Nie do końca zwracałam uwagę na oceny. Były jakie były. Nie miałam tej świadomości. Ale znów ten przeklęty angielski. Znów 3 i to takie naciągane. Wiem, że 4 mieć nie będę. Ale co się okazało, to tylko moja podstawówka miała jakieś niepisane zasady, że przy 3 z jakiegokolwiek przedmiotu nie ma paska. W żadnej innej szkole to nie funkcjonuje. Powiedziałam nauczycielom z przedmiotów z których miałam bardzo mocną ocenę, że nie dużo brakowało do wyższej, jak sprawa wygląda, że tak mało brakuje. Czy mogłabym poprawić jakiś sprawdzian, nauczyć się czegoś dodatkowo, albo zrobić jakąś dodatkową pracę. I bach udało się. Pierwszy raz w życiu miałam czerwony pasek!! W pierwszej klasie technikum. 


Gdyby ktoś w 4 klasie szkoły podstawowej powiedział mi, że będę miała czerwony pasek. Wyśmiałabym go. A tutaj po tylu latach, praktycznie niespodziewanie. Mam! Mam coś co mieć powinnam już dawno.


Później była druga klasa, już bardziej pilnowałam ocen, po raz kolejny miałam czerwony pasek. Teraz już bardziej wypracowany. Trzecia i czwarta klasa również zakończyła się czerwonym paskiem. Więc można wszystko jeśli tylko się chce.

To trochę absurdalna sytuacja. Najczęściej zdarza się, że w szkole podstawowej najwięcej dzieci ma czerwony pasek, im młodsza klasa tym lepsze oceny, później jest pasków coraz mniej i coraz mniej. W moim przypadku było zupełnie odwrotnie. 

Czasem nadal nie dowierzam, szczególnie patrząc na to, że ze studiów zrezygnowałam, pokonana przez angielski. Życie bywa bardzo przewrotne. Czasem zastanawiam się czy mogąc cofnąć czas postawiłabym na coś innego. 

Wrzesień 2018 - kalendarz do druku

Wrzesień 2018 - kalendarz do druku

Wrzesień - swojego rodzaju nowy początek. Dla części z Was to początek szkoły, dla części początek sesji poprawkowej, dla jeszcze innych ostatni miesiąc wakacji przed nowym semestrem na uczelni a dla kolejnych następny miesiąc niczym nieróżniący się od poprzednich (no chyba, że pogodą). Taki sam jak poprzednie, tak samo potrzebujący zaplanowania, by nie zgubić się w codzienności, nowej lub starej ;) Dlatego mam dla Was kalendarz do druku!

Tak jak w poprzednich wersjach kalendarza w sierpniowym również pojawiła się informacja o zakazie handlu w dane niedziele ;)




Jak wydrukować kalendarz?


  • Zapisany plik otwórz i wejdź we właściwości drukowania.
  • Upewnij się, że plik będzie drukowany w oryginalnym rozmiarze w orientacji poziomej (A4).
  • Ustaw wysoką jakość wydruku aby kolory były żywe, cyfry wyraźne.
  • Po wydruku odczekaj chwilę aby tusz wysechł. (Szczególnie przy pliku kolorowym)
  • Wypełniał, po swojemu, tak jak potrzebujesz.


Jeśli masz ochotę na mniejszy rozmiar kalendarza, (A5) wystarczy, że prze wydruku zaznaczysz dwa elementy na stronie (lub drukuj wiele na stronie: 2)i wybierzesz orientacje pionową. 



Prawa autorskie zastrzeżone. Nie wyrażam zgody na używanie ich w celach zarobkowych, bez mojej zgody.
Sierpień 2018 - kalendarz do druku

Sierpień 2018 - kalendarz do druku

Lato w pełni! Można nawet powiedzieć, że półmetek za nami. I tylko od nas zależy jak wykorzystamy drugą połowę wakacji, czy przebimbamy i minie szybciej niż mogłoby nam się wydawać, czy dobrze ją zaplanujemy i będziemy czerpać z niej wszystko co najlepsze, nie tylko przeżywając piękne chwilę, ale również budując urocze wspomnienia.

Tak jak w poprzednich wersjach kalendarza w sierpniowym również pojawiła się informacja o zakazie handlu w dane niedziele ;)









Jak wydrukować kalendarz?


  • Zapisany plik otwórz i wejdź we właściwości drukowania.
  • Upewnij się, że plik będzie drukowany w oryginalnym rozmiarze w orientacji poziomej (A4).
  • Ustaw wysoką jakość wydruku aby kolory były żywe, cyfry wyraźne.
  • Po wydruku odczekaj chwilę aby tusz wysechł. (Szczególnie przy pliku kolorowym)
  • Wypełniał, po swojemu, tak jak potrzebujesz.


Jeśli masz ochotę na mniejszy rozmiar kalendarza, (A5) wystarczy, że prze wydruku zaznaczysz dwa elementy na stronie (lub drukuj wiele na stronie: 2)i wybierzesz orientacje pionową. 



Prawa autorskie zastrzeżone. Nie wyrażam zgody na używanie ich w celach zarobkowych, bez mojej zgody.
Za co kocham wieś i lasy

Za co kocham wieś i lasy



Ostatnio spędziłam bardzo przyjemne chwilę, spokoju i relaksu. W niedzielę wybraliśmy się z M do lasu łagiewnickiego a we wtorek odpoczęłam w Kraszewie. 


Za co kocham wieś i las:


  • cisza (żyjemy w świecie gdzie jest multum bodźców, atakują nas z każdej strony, nasz organizm jest przebodźcowany, a czasem potrzebuje odpoczynku i odrobiny ciszy. Rzadko kiedy mam możliwość wsłuchania się w odgłosy natury, i w swoje uczucia),
  • spokój (w codziennym życiu ludzie dookoła nas wciąż pędzą, biegną, wszystko dzieje się tak szybko. Pracuje w CH i bieganie ludzi, ciągłe napięcie, towarzyszą mi bardzo często, więc momenty w których mogę się od nich odciąć, są na wagę złota),
  • świeże powietrze (no dobra, nie zawsze i nie wszędzie, zależy w jakim miejscu znajduje się las i wieś. O ile w lesie możemy liczyć na piękny zapach, o tyle na wsi, zależy gdzie się znajdziemy),
  • bliżej natury (świeżę owoce, świeże mleko, świeże jajka, kukurydza prosto z pola, porzeczki zerwane z krzaka, jabłka zrywane z drzewa, powiedz czy jest coś lepszego? Moim zdaniem nie ma), 
  • wspomnienia (czasem wszystkie w.w rzeczy idą w odstawkę gdy na pierwszy plan wychodzą wspomnienia które wiążemy z danym miejscem, dziecięca beztroska)

Ja gdy tylko mogę wybieram spokój i ciszę, nie kręcą mnie plażę pełne turystów na których nie ma miejsca na swobodne rozłożenie ręcznika. Wtedy bardziej się męczę niż odpoczywam. Morze jest cudowne, ale dla mnie, na pewno nie w sezonie. 

A Ty? Lubisz wieś i las? Lubisz spokój i ciszę, czy może wolisz gdy jest gwar i dużo ludzi?
Na szczęście każdy z nas jest inny i każdy relaksuje się w inny sposób.
Super żywność - siemię lniane

Super żywność - siemię lniane



Dzisiejszy wpis będzie poświęcony jednemu z Polskich tzw. SuperFood. Chciałabym stworzyć całą serię wpisów na ten temat. Ponieważ wydaje mi się, że w dzisiejszej dobie internetu i bycia "trendi" przestajemy zwracać uwagę do realnych właściwości zdrowotnych, a kierujemy się tym co mówią gwiazdy, co jest promowane, na topie i co ładnie wygląda na istazdjęciach.


Siemię lniane - czyli nasiona lnu, uprawiane już od III w.p.n.e w Chinach, Egipcie i Babilonii, kiedyś często używane w polskiej kuchni, często przy przeziębieniach, leczeniu ran, oraz problemach żołądkowych. Dziś bardzo łatwo dostępne w aptekach, oraz hipermarketach, lecz niestety trochę zapomniane i wyparte przez nasiona Chia, które mają podobne wartości odżywcze, ale len pobija je jednogłośnie!

Nasiona lnu - co zawierają:

  • Białko – zaopatruje organizm w niezbędne aminokwasy, które są niezbędne do wzrostu masy mięśniowej i utrzymania prawidłowego stanu kości.
  • Żelazo – przyczynia się do prawidłowego tworzenia krwinek czerwonych i hemoglobiny oraz wspomaga zmniejszenie uczucia znużenia i zmęczenia, pomaga również w utrzymaniu prawidłowych funkcji poznawczych i dobrego funkcjonowania układu odpornościowego.
  • Błonnik – pomaga na dłużej zachować sytość oraz zmniejsza chęć na sięganie po niezdrowe przekąski w ciągu dnia. Usuwa z organizmu zalegające produkty przemiany materii.
  • Cynk – wspomaga płodność, przyczynia się do utrzymania zdrowej kondycji włosów, paznokci, skóry, kości i wzroku. Wspomaga odporność i pracę mózgu.
  • Wapń – jest potrzebny do utrzymania zdrowych kości i zębów. Przyczynia się także do prawidłowego funkcjonowania mięśni.
  • Witamina B1 – przyczynia się do prawidłowej pracy serca i normuje metabolizm energetyczny.
  • Witamina B6 – pomaga w tworzeniu się krwinek czerwonych oraz zmniejsza uczucie zmęczenia.
  • Fosfor – dba o zdrowe kości i zęby.
  • Magnez – jest potrzebny do prawidłowego funkcjonowania mięśni i syntezy białek. Odgrywa dużą rolę w niwelowaniu skurczów, zmęczenia, stresu i napięcia.
  • Potas – przyczynia się do utrzymania właściwego ciśnienia krwi i prawidłowego funkcjonowania mięśni.
  • Kwasy tłuszczowe omega-3 – zapewniają lepszą pamięć, prawidłową pracę mózgu i serca oraz zapewniają odpowiedni poziom cholesterolu we krwi.


50 gramowa porcja siemienia lnianego to:

  • 20% codziennego zapotrzebowania na żelazo.
  • około 13,7 g błonnika.
  • 16% codziennej porcji wapnia.
  • 22% dziennego zapotrzebowania na cynk.
  • 75% dziennego zapotrzebowania na tę witaminę.
  • 17% dziennej dawki witaminy B6.
  • 46% codziennego zalecanego spożycia fosforu.
  • 52% codziennego zapotrzebowania na magnez.
  • 20% dziennej dawki potasu.


Siemię lniane - co daje:

  • zmniejsza poziom złego cholesterolu (poprzez zawarte w sobie kwasy OMEGA-3),
  • pomaga zredukować nadmierną masę ciała (daje uczucie sytości, przez co jesteśmy dłużej najedzeni),
  • wycisza przewlekłe stany zapalne,
  • przeciwdziała objawom menopauzy (redukuje uderzenia gorąca),
  • powoduje spadek glukozy (u osób z cukrzycą typu II wg. badań podczas spożywania codziennie od 10 do 20 gram mielonego lnu poziom glukozy obniżył się o 8-20%),
  • działa antyoksydacyjnie (m.in. przez zawartość lignany),
  • zmniejsza stany zapalne jelit,
  • wspomaga organizm w usuwaniu złogów z jelit,
  • wzmacnia włosy oraz powoduje że są bardziej lśniące,
  • wzmacnia paznokcie oraz zmniejsza ich łamliwość,
  • pomaga na podrażnione kaszlem (lub długotrwałym mówieniem) gardło, załagadzając śluzówkę i zmniejszając odruch kaszlowy (tzw. drapanie w gardle),

Kto powinien unikać:

  • kobiety w ciąży (działanie lnu nie jest przebadane na kobietach w ciąży, a przez działanie estrogenowe nie jest zalecane przez lekarzy do codziennego spożywania),
  • osoby z silnymi zaparciami 


źródła danych:
USDA National Nutrient Database for Standard Reference
www.poradnikzdrowie.pl
Kwiatkowska E., Fitoestrogeny – rola prozdrowotna i zawartość w produktach, Postępy Fitoterapii, 2009, 2, 107-112
www.odkrywamyzakryte.com
Brakuje mi tej beztroski

Brakuje mi tej beztroski

Ostatni czas to czas refleksji. Refleksji które przychodzą w bardzo dziwnych momentach. Na przykład w trakcie spotkania ze znajomymi. Refleksji która powoduje, że zaczynam się zastanawiać czemu teraz jest tak a nie inaczej. Wiem przez moje wybory. Nie jestem osobą która lubi gdybać, coby było gdybym zrobiła inaczej. Nie lubię też rozpamiętywać starych spraw. Lubię wracać tylko do miłych wspomnień i mam wrażenie, że mój mózg sam broni się przed niektórymi sytuacjami i po prostu zapomina pewne przykre elementy. Z jednej strony to dobrze, ale z drugiej strony zastanawiam się czy tak było na prawdę, czy to tylko wyidealizowany obraz.

Brakuje mi tej beztroski która kiedyś była. Brakuje mi tych luźnych rozmów w środku nocy. Brakuje mi tych relacji które były takie prawdziwe. Tych przyjaźni na śmierć i życie, tych tajemnic które nigdy nie były zdradzone. Tej jednocześnie beztroski i prawdziwości. Prawdziwości uczuć, emocji, słów, życia, relacji. 

Zastanawiam się czy to dorosłość, czy coś poszło nie tak. Czasem chciałabym wrócić do tych chwil choć na chwilę, gdzie pomimo wielkich problemów były chwilę, ze one nie istniały. Ta beztroska pomimo wszystkiego. Ta większa spontaniczność. To dążenie do celu bez strachu co ktoś powie, czy wypada, czy nie wypada, zastanawiania się, że w sumie to po co, dlaczego, czemu. Po prostu robiliśmy to na co mieliśmy ochotę. Spontanicznie, bez większego rozmyślania, ciesząc się chwilą. Bo tak na prawdę czemu w sekundę nie mogliśmy podjąć decyzji by jechać do sąsiedniego miasteczka 2 godziny drogi stąd. Tylko po to, żeby się przejechać, usiąść na molo i zagrać w karty? Mogliśmy i to robiliśmy. 

A teraz zastanawiam się czy tylko ja przestałam być tak spontaniczna, czy my wszyscy. Czy to osobnicza cecha, czy dorosłość nas zjadła. Czy wszyscy z którymi dzieliłam te chwilę, mają tak samo? Czy to czują, czy nawet nie zauważyli. 

Pamiętasz jak:
  • jechałyśmy na drugi koniec miasta bo Frugo wróciło do sklepów?
  • malowałyśmy kredą po betonie?
  • lataliśmy ze sprejami po osiedlu?
  • tworzyłyśmy koszulki?
  • biegaliśmy po ruinach?
  • graliśmy w kapsle?
  • szwedałyśmy się po Bałutach?
  • ogródki działkowe?
  • molo?
  • spontaniczną kąpiel w jeziorku?
  • właziliśmy w miejsca w których lepiej było się nie znaleźć?
  • przestraszyliśmy się nawzajem z innymi zwiedzającymi?
  • straszyliśmy w opuszczonej willi?
  • robiłyśmy serduszka do zdjęć?
  • jeździliśmy na rolkach w środku nocy?
  • jechaliśmy do sąsiedniego miasteczka, bo tak?
  • wrzucali nas do wody? byle by płytkiej?
  • śmiałyśmy się z "co pier... kogo pier... (...)"?
  • łaziliśmy po dachach?
  • świętowałyśmy kobiece walentynki?
  • sum sudoku?
  • ciepłe i puchate?
  • przytulanie na misia?
  • robienie scenek profilaktycznych?
  • wagary na placyku przy szkole?
  • wchodziliśmy po schodach na 11 piętro tylko po to żeby zobaczyć jaki jest widok?
  • przechodziliśmy przez ogrodzenia z drutem kolczastym?
  • graliśmy w "leci piwko na przeciwko?"
  • graliśmy w "baba jaga patrzy"?
  • siedzenie na schodach po nocy, żeby pogadać, o wszystkim?
  • jak rodzice wołali na obiad krzyczeliśmy, że nie teraz bo inni idą później/bo gramy?
  • trzepak?
  • granie w piłkę nożną między plecakami i trzepakiem, bo orliki wtedy nie istniały?
tych chwil jest tak wiele, że nie da się wszystkich wypisać, nawet nie da się wszystkich przypomnieć w jeden wieczór, a i tydzień mógłby być mało.


Pamiętasz? Ja pamiętam. Są wakacje, pamiętasz? Każda chwila na dworze? Burza, deszcz? Nie były istotne.

Z perspektywy czasu niektóre te zachowania były głupie. Przyznaję bez bicia, ale z drugiej strony Nas ukształtowały. Owszem mogliśmy tego nie przeżyć. Ale z drugiej strony poza siniakami, czasem porozcinanymi nogami nic takiego nam się nie stało. A gdyby nie te wydarzenia bylibyśmy innymi ludźmi i nie mielibyśmy co wspominać, bo teraz mamy, prawda?

Wszystko się pozmieniało, poszliśmy w różne strony, zostały zdjęcia. Część z Nas ma już rodziny, część siedzi w kryminale, część pije dzień w dzień w bramie, część skończyła studia, część gdzieś zniknęła. Czy jeszcze kiedyś się spotkamy? Czy usiądziemy przy piwie, albo tymbarku i powspominamy dawne czasy otwierając kapsle i czytając co jest pod spodem?

A teraz odpal ten jakże stary kawałek i pomyśl...

Czy uda nam się to kiedyś powtórzyć?

A Ty? Tak Ty, myślisz czasem, jak to wszystko mogło się potoczyć? Wspominasz tą pełną beztroskę? Myślisz co u starych znajomych? Jak potoczyło się ich życie? Czy pamiętają Wasze wspólne chwilę?
Lipiec 2018 - kalendarz do druku

Lipiec 2018 - kalendarz do druku

Mamy już lato! No dobra tylko kalendarzowe bo pogoda bardziej jesienna. Jaki to czas dla ciebie? Pełen luz bo wakacje? A może chcesz wiele pozwiedzać i nie zmarnować ani chwili? A może jesteś w pracy a wymarzony urlop dopiero na Ciebie czeka? Nie ważne, co robisz, jeśli potrzebujesz kalendarza przygotowałam go specjalnie dla Ciebie!

Tak jak w poprzednich wersjach kalendarza w lipcowym również pojawiła się informacja o zakazie handlu w dane niedziele ;)




Jak wydrukować kalendarz?


  • Zapisany plik otwórz i wejdź we właściwości drukowania.
  • Upewnij się, że plik będzie drukowany w oryginalnym rozmiarze w orientacji poziomej (A4).
  • Ustaw wysoką jakość wydruku aby kolory były żywe, cyfry wyraźne.
  • Po wydruku odczekaj chwilę aby tusz wysechł. (Szczególnie przy pliku kolorowym)
  • Wypełniał, po swojemu, tak jak potrzebujesz.


Jeśli masz ochotę na mniejszy rozmiar kalendarza, (A5) wystarczy, że prze wydruku zaznaczysz dwa elementy na stronie (lub drukuj wiele na stronie: 2)i wybierzesz orientacje pionową. 



Prawa autorskie zastrzeżone. Nie wyrażam zgody na używanie ich w celach zarobkowych, bez mojej zgody.
Modelka na zajęciach z makijażu - czyli wyszłam ze swojej strefy komfortu

Modelka na zajęciach z makijażu - czyli wyszłam ze swojej strefy komfortu



Wychodzenie ze swojej strefy komfortu, czym tak właściwie jest i dlaczego dążę do tego by to robić.

To pewnego rodzaju przekraczanie granic. Łamanie ich i naginanie swoich słabości. Każdy z nas ma inną strefę komfortu, którą możemy porównać o bańki mydlanej. Niby wszystkie są podobne, ale każda jest inna. Ma inną wielkość w innym miejscu ma większe i grubsze ścianki. Tak jak każdy z Nas. W takiej bańce czujemy się komfortowo, bezpiecznie, znamy schematy które występują. Po prostu czujemy się dobrze. 

Ale czy to oznacza, że poza naszą strefą komfortu jest źle?

Absolutnie nie! Jest inaczej, co wcale nie oznacza, że jest gorzej. Owszem czasem czają się tam na nas niebezpieczeństwa, ale tak samo często, a być może i częściej, są tam bardzo interesujące, ciekawe i ekscytujące przeżycia.


Moja strefa komfortu.

Jest bardzo bardzo mała i walczę ze sobą aby ją coraz bardziej powiększać. Aby wcześniej wspomniana bańka rosła i rosła, była coraz większa, zawierała w sobie coraz więcej ciekawych rzeczy, które już nie będą obce, nie będą poza nią, lecz w niej. Czasem to bardzo trudne. Przynajmniej dla mnie. Część osób która mnie zna, uważa że potrafię wszystko załatwić, nigdy nie bałam się pójść do żadnego nauczyciela, prowadzić apelu, brać udziału w zawodach sportowych. Ale to było już w mojej bańce, dla mnie był to chleb powszedni. Ale są takie rzeczy, których mega się boje. Tak samo było z pokazaniem mojej nie idealnej i zaczerwienionej buzi, nie tylko dziewczynie która makijaż wykonywała ale i osobą które później zobaczą zdjęcie porównawcze bez i w makijażu ;) A potencjalnymi odbiorcami są wszyscy użytkownicy facebooka. Udało się i nie żałuje. Super przygoda!

A czy Ty? Próbujesz wychodzić ze swojej strefy komfortu?
Co ostatnio zrobiłeś by z niej wyjść?

P.S. tak się zawzięłam z tym wychodzeniem ze strefy komfortu, że zjadłam dziś pierwszy raz w życiu sajgonkę 😂
Woda - czemu jest tak ważna dla naszego organizmu

Woda - czemu jest tak ważna dla naszego organizmu



Dziś będzie o wodzie. Niby błahy temat, ale nie do końca, dlatego że niedobór wody może przynieść ogromne szkody dla naszego organizmu. Dziś o tym czy jest, po co jest nam potrzebna oraz ile tak na prawdę powinniśmy jej spożywać.

Czym jest woda?

Woda (tlenek wodoru) - tlenek wodoru, jeden z najszerzej rozpowszechnionych w przyrodzie związków chemicznych, o wzorze H₂O. Najtrwalszy tlenek spośród wszystkich tlenowców.
Woda jest główną składową organizmów żywych i warunkuje ich przetrwanie. Cechuje się specyficznymi właściwościami fizycznymi i chemicznymi, wyróżniającymi ją na tle innych cieczy

Ile wody powinniśmy pic?

To bardzo trudne pytanie, wszystko zależy od naszego trybu życia, wagi, płci, zapotrzebowania organizmu, temperatury, przyjmowanych leków itd. Przyjmuje się jednak, że powinniśmy spożywać odpowiednio podaną ilość wody:
niemowlęta – 0,8 l,dzieci – 1,7 l,
dziewczęta – 2,2 l,
chłopcy – 3 l,
kobiety – 2,7 l,
mężczyźni – 3,7 l,
kobiety w ciąży – 2,7 l,
osoby starsze – 3,5 l.

Kiedy wiadomo, że pijesz za mało wody?

Są pewne symptomy przez które możemy podejrzewać, że spożywamy zbyt mało wody. Są to między innymi:

  • uczucie suchości w ustach oraz błonach śluzowych nosa,
  • szczypiące oraz piekące oczy z powodu zbyt małego nawilżenia,
  • nadmierna suchość skóry,
  • często pojawiające się zakwasy oraz skurcze mięśni,
  • osłabienie organizmu oraz przewlekłe zmęczenie,
  • częste i długo trwające przeziębienia
  • problemy z trawieniem,
  • zmarszczki stają się bardziej widoczne niż zwykle,
  • odczucie bólu lub zawrotów głowy,
  • podwyższone tętno,
  • zaburzenia ciśnienia krwi (zbyt wysokie, oraz zbyt niskie ciśnienie),
  • problemy z koncentracją,
  • podwyższona temperatura ciała,
  • nieświeży oddech,
  • podwyższony cholesterol,
  • ciemno żółty
Pomimo, że są to symptomy przypisywane zbyt małej ilości wody w organizmie, wcale nie oznacza, że jest to główna przyczyna. Jeśli w.w objawy nie znikną pomimo spożywania odpowiedniej ilości wody, należy zgłosić się do lekarza.

Jak oraz kiedy pić wodę?

Jak? Powoli! Nie wiele nam da wypicie szklanki wody na raz, lepiej pić ją powoli a przez cały dzień. Kiedy? Najlepiej wtedy gdy nie czujemy pragnienia. Poczucie pragnienia jest pierwszym z symptomów odwodnienia organizmu. Nie powinniśmy spożywać dużo wody w trakcie posiłku ponieważ rozrzedza ona soki trawienne co utrudnia pracę żołądka. Najlepiej wypić wodę 30 minut przed posiłkiem. No i zawsze wtedy gdy czujemy pragnienie.

Co daje nam woda?

  • Życie ;)
  • ładną i jędrną skórę,
  • uniknięcie części chorób,
  • poprawę przemiany materii,
  • energię,
  • dobre samopoczucie,
  • prawidłową prace serca,

Jaką wodę pić?

Są osoby które zalecają picie wody źródlanej, leczniczej, mineralizowanej, gazowanej lub nie. Moim zdaniem, należy dopasować to do potrzeb swojego organizmu oraz naszego trybu życia. Najważniejsze o żeby nie przesadzić i nie zrobić sobie krzywdy, np wodą leczniczą przedawkowując np żelazo. Wszystko w granicach rozsądku! 

Jakiej "wody" nie pić?

Sklepowej smakowej. Tam jest więcej cukru niż wody. No dobra nie dosłownie. Ale są sztuczne barwniki, aromaty, multum cukru, chemii i kalorii. 
Jeśli nie lubisz smaku wody dodaj do niej cytrynę, pomarańczę albo ogórka. Możesz nawet truskawki. Będzie zdrowo i smacznie!

Ciekawostki:

  • najwięcej wody w układzie słonecznym jest na Tytanie - księżycu Saturna,
  • woda stanowi:
    • 22% kości,
    • 83% krwi,
    • 75% mięśni,
    • 80% ciała noworodka,
    • 60-70% ciała dorosłego człowieka,
  • woda jest lepka. Cząsteczki uwielbiają przyczepiać się do rozmaitych obiektów, zwłaszcza do siebie nawzajem. To powoduje duże napięcie powierzchniowe,
  • każdy z nas wypija około 1000 l. wody rocznie,
  • do produkcji 0,5 l. piwa zużywa się około 150 l. wody.





A Ty, ile wody dziś wypiłeś?



Jak nie marnować czasu - sprzątanie

Jak nie marnować czasu - sprzątanie



Pewnie nie raz masz tak, że widząc ogrom bałaganu, wszystko zaczyna Cię przerastać i nawet nie masz siły aby zacząć. Spokojnie, ja też tak mam, i mam wrażenie, że prawie każdy chociaż raz w życiu tak miał. O dziwo nie będzie to wpis o tym jak sobie z tym poradzić (no prawie), ale jak nie doprowadzić do takiej sytuacji. 

Najprościej aby poradzić sobie z tą sytuacją, niechęcią oraz momentem w którym bałagan nas przerasta, jest niedoprowadzenie do niego. Wszystko super, ale jak to zrobić? Sprzątać na bieżąco!

Sprzątanie na bieżąco to jedna z najbardziej oczywistych, ale niestety i najrzadziej wykorzystywanych metod. Wiele osób uważa, a to jeden talerz, a to jedna plama, a co tam poczekam aż będzie więcej. I owszem, jest więcej, czasem w tym momencie nie możemy posprzątać i robi się tego aż za dużo. 

Kiedy sprzątać?
W wolnej chwili. No bo hej, zamiast przejrzeć facebooka możesz pozmywać naczynia, wynieść kubek. To nie zajmuje dużo czasu, a tworzy wokół nas powierzchowny porządek, a w porządku lepiej się odpoczywa. Nie mówię tu o tym, że mamy sprzątać cały czas i zrezygnować z odpoczynku i przyjemności. Bo nie o to w tym chodzi, tylko o to żeby wykorzystywać wolne momenty których i tak nie odczuwamy, na porządki.

Łazienkowe dbanie o siebie:
Znasz to, nakładasz maseczkę na włosy i czekasz, najczęściej cała morka aż minie 5 czy tak 10 minut które napisali na etykiecie. Pewnie łapiesz za telefon i bach, czas mija. A w tym samym czasie, możesz przetrzeć lustro w łazience, półki, odłożyć kosmetyk na miejsce, złożyć ubrania, lub włożyć je do prania a nawet wyczyścić wannę. Od razu czyściej, a maska zadziała tak samo dobrze.

Gotowanie:
To wszystko zależy od tego co gotujemy, jeśli to coś szybkiego typu makaron, zanim przygotujemy do niego dodatki możemy nie zdarzyć zrobić nic innego. Ale gdy wstawiamy np ziemniaki, zawsze znajdzie się czas, aby zmyć naczynia, zetrzeć z blatu. Nawet w trakcie gotowania wody na herbatę zdążysz wyczyścić blaty i odłożyć rzeczy na miejsce. Po co bezczynnie czekać, skoro możesz w tym czasie posprzątać.

Oglądanie telewizji:
To chyba mój ulubiony punkt, bo tutaj da się zrobić prawie wszystko:

  • pościelić łóżko,
  • rozwiesić/zdjąć i poskładać pranie (no dobra, tak mam suszarkę w salonie, tak nie ma gdzie indziej na nią miejsca ;))
  • zetrzeć kurze w tym pokoju,
  • zrobić porządek w torebce (no przecież nie jest to tak wymagające żeby nie móc skupić się na dwóch rzeczach naraz),
  • poprawić poduszki,
  • zrobić porządek w szafce/szufladzie,
Na bardziej wymagające rzeczy rezerwuje przerwy w programie, kiedyś udało mi się odkurzyć całe mieszkanie w trakcie jednej reklamy ;) No cóż kochamy reklamy w telewizji. W tym czasie pewnie albo oglądałabym blok reklamowy myśląc o niebieskich migdałach albo siedziała z głową w telefonie. 

Co prawda zdarza mi się robić raz na jakiś czas wielkie porządki, bo czasem trzeba coś mocno wysprzątać, albo mam taki kaprys. Na ogół nie lubię bałaganu, ale też nie lubię sprzątać, więc wykorzystuje wolne momenty na sprzątanie, żeby tak tego nie odczuwać. Na to między innymi związek z tym w jaki sposób wykorzystuje multitasking - czyli wykonywanie kilku czynności na raz



A Ty? Robisz wielkie porządki czy sprzątasz pomiędzy czynnościami?
Sposoby na upał

Sposoby na upał


Co prawda nadal mamy kalendarzową wiosnę, ale jeśli chodzi o temperaturę to można ją porównać do tej w środku lata i o ciepłego lata. U nas w Polsce nawet latem rzadko temperatura dobija do 31*C. Co zrobić aby ułatwić sobie ten czas, oraz aby nie wyrządzić krzywdy naszemu organizmowi?

Pij dużo wody!

Upał to więcej potu, więcej potu to szybsze odwodnienie organizmu. Pamiętaj o odpowiednim nawodnieniu organizmu. Polecane w tym okresie są również napoje izotoniczne, które dodatkowo zawierają mikroelementy które również tracimy w upale.

Pamiętaj o kremie z filtrem.

Co prawda nie podnosi on naszego komfortu w momencie w którym go nakładamy oraz nosimy. Watro wybrać taki który dobrze się wchłania i nie będzie tworzył nieprzyjemnej warstwy na skórze. Dzięki używaniu kremów z filtrem unikniemy nieprzyjemności wieczorem, oraz zadbamy o swoją skórę na dłuższą metę.

Basen/jezioro/morze/zbiornik wodny

Jeśli tylko masz taką możliwość idź się wykąpać. Nad wodą zazwyczaj temperatura jest niższa. Dodatkowo woda jest chłodniejsza dzięki czemu odczuwamy ulgę. Pamiętaj nie wchodź rozgrzany do zimnej wody! Może zaszkodzić to Twojemu zdrowiu a nawet zagrażać życiu! Jeśli wchodzi rozgrzany do wody to rób to bardzo powoli! Dodatkowo pamiętaj aby kąpać się tylko w miejscach w których woda jest przebadana i dozwolona do kąpieli.

Prysznic.

Nie każdy z Nas ma ten komfort aby móc spędzić cały dzień nad wodą. Jest małe rozwiązanie, weź chłodny prysznic. Przyniesie ulgę, poczujesz się lepiej. Jeśli chcesz w ten sposób ochładzać się kilka razy dziennie, nie używaj produktów do mycia tylko samej wody. Detergenty wysuszają skórę oraz często ją podrażniają, Zbyt częste ich używanie wcale nie jest dobre dla naszej skóry.

Dobre ubranie.

Dobre niekoniecznie oznacza mocno roznegliżowane. Czasem długie spodnie z naturalnego cienkiego materiału sprawdzą się o wiele lepiej niż skóropodobne krótkie spodenki. W okresie upałów staraj się zakładać jaknajcieńsze oraz jak najbardziej przewiewne ubrania. Spore znaczenie ma też kolor, staraj się unikać tych ciemnych na rzecz jasnych.

Nie przebywaj za długo na słońcu.

Może to poważnie zaszkodzić Twojemu zdrowie, szczególnie jeśli są to godziny największego słońca, a Ty jesteś bez nakrycia głowy. Co prawda znam osoby które spokojnie uprawiają sporty przy takich temperaturach, jednak są oni zaliczani do mniejszości. Wiem, że nie da uniknąć się bycia na słońcu w godziny największego słońca. Przecież pracujemy i do pracy dotrzeć musimy, lub z niej wrócić. Ale jeśli czekamy na autobus nie stójmy pod wiatą, tam nie ma przewiewu powietrza, stańmy obok, jeśli to możliwe to w cieniu. 

Klimatyzacja.

Jeśli mamy do dyspozycji klimatyzację, czy to w aucie czy w pomieszczeniu, używajmy jej rozważnie. Temperatura w klimatyzowanym pomieszczeniu nie powinna być niższa o więcej niż 5-7*C względem temperatury która panuje na zewnątrz. (np. zewnątrz 30*C - pomieszczenie klimatyzowane, nie mniej niż 23*C). Większa różnica jest nie zdrowa dla naszego organizmu, wychodząc z klimatyzowanego pomieszczenia, możemy dostać szoku termicznego. A wchodząc do klimatyzowanego pomieszczenia, gdy jesteśmy rozgrzani i za przeproszeniem ociekamy potem, łatwo możemy się pochorować, albo nabawić stanów zapalnych. Klima jest fajna, o ile nie używamy jej z przesadą. 

Wiatrak.

Tak wiem, nie chłodzi powietrza, ale chociaż powoduje jego ruch, dzięki czemu jest nam odrobinę lepiej. Tutaj również trzeba uważać jak w przypadku klimatyzacji, aby sobie nie zaszkodzić i nie nabawić się przeziębienia albo stanów zapalnych mięśni. Dodatkowo aby zwiększyć działanie wiatraka możemy postawić przed nim butelkę z zamrożoną wodą. 

Zajęcie.

Zajmij się czymś. Brzmi abstrakcyjnie, ale jeśli zajmiesz czymś umysł, przestaniesz chociaż na chwilę myśleć o upale, a im więcej masz pracy i im więcej czasu na nią poświęcisz, tym szybciej nadejdzie wieczór gdzie temperatura już nie taka straszna.

Unikaj asfaltu i betonowych przestrzeni.

Dobra wiem, mieszkając w mieście to trudne. Ale asfalt i betonowe drogi bardzo mocno się nagrzewają przez co w danym miejscu jest jeszcze cieplej. Najlepiej unikać takich betonowych pustyń i wybrać mniejsze ulice, przejście przez park.

Mokre/zimne ubrania.

Wiele osób mówi o zmoczeniu koszulki i chodzeniu w zimnej i mokrej bo nas ochładza. Ja jednak uważam, że lepiej unikać tej metody. Nigdy noszenie mokrych ubrań nie jest dobre dla naszej skóry, więc możemy nabawić się nieprzyjemności. Chociaż jak jest bardzo gorącą... Decyzje pozostawiam Wam ;)

Pij ciepłą herbatę!

Tak wiem, brzmi to abstrakcyjnie, wszyscy zawsze myślą, że należy pić zimne napoje żeby się ochłodzić. A tu błąd. Lepiej zadziałają ciepłe napoje. Jeśli szukasz potwierdzenia popatrz na plemiona w Afryce, gdzie temperatury są o wiele wiele wyższe niż nasze, a dla ochłody piją ciepłe napary.

Nie zapominaj o jedzeniu.

Wiele osób, w tym ja, podczas upałów najchętniej nic by nie jadły. Ale jedzenie daje naszemu organizmowi siłę na walkę z temperaturą.



A Ty jakie masz sposoby na upalne temperatury?

Copyright © 2016 Altruistka , Blogger