100 dni bez spodni - podsumowanie

100 dni bez spodni.

Czyli wyzwanie które podjęłam dzięki Ani, wszystkie szczegóły opisała na swoim blogu (klik).
Wyzwanie podjęłam 4.05.2016r i dałam sobie dokładnie rok na wykonanie zadania. Ku mojemu zdziwieniu z jednej strony było to bardzo łatwe a z drugiej strony bardzo trudne wyzwanie. Bo niby co to za sztuka zakładać spódniczkę zamiast spodni? No niby żadna, ale jednak. Trzeba się do tego przyzwyczaić i trzeba poświęcić trochę czasu bu do spódniczek dopasować odpowiednie bluzki. Z sukienkami sprawa jest odrobinę prostrza, ale zostaje jeszcze dobór odpowiedniej kurtki itp.







Co dało mi wyzwanie?

Pokochałam swoje ciało. Wiem, brzmi dziwnie. Ale mam wrażenie, że właśnie to dało mi to wyzwanie. Rzadko chodziłam w sukienkach i spódnicach, bo nie bardzo przepadałam za swoimi nogami. Tutaj byłam niejako zmuszona przez samą siebie do takiego a nie innego ubioru. I okazało się, że wcale nie jest to takie straszne, i ludzie wcale nie patrzą na mnie jak na inną.
Zaczęłam dbać o skórę. Zima to zima, zakłada się rajstopy, żeby nie zamarznąć. Ale lato to już zupełnie inna bajka. Przecież trzeba zadbać o skórę która zaraz będzie odsłonięta a nie przykryta jak zawsze długimi spodniami. Dzięki wyzwaniu wyrobiłam sobie nawyk dbania o siebie i o swoją skórę.

Dla kogo?

Dla każdej kobiety która w jakiś sposób chce się sprawdzić oraz przekroczyć granice własnego komfortu. Starszej, młodszej nie ważne. Dla każdej która chce coś zmienić.

Czy można myć krzesła domestosem? - wynajmowane mieszkanie.

Dziś będzie bardzo nie typowy wpis. Jak pewnie część z Was już wie z poprzedniego posta Jest inaczej, przeprowadziłam się z moim M, do wspólnie wynajmowanego mieszkania. Ten wpis będzie poświęcony dziwnym i mniej dziwnym aspektom wynajmowania mieszkania.


  • Czy można myć krzesła domestosem?


Można.
W naszym wynajmowanym mieszkaniu znajdują się typowe ikeowe krzesła, były przykryte różowymi poduszkami na siedzenia, myślę sobie... Wrzucę do pralki i będą czyste... Tak.. (ale o tym w kolejnym punkcie). Wracając do domestosa. Gdy chciałam umyć krzesła. Błagam nie pytajcie mnie czym były ubrudzone.. Gips, farba, tynki i nie wiadomo jeszcze co. Za pierwszym podejściem wzięłam płyn uniwersalny do czyszczenia, nie podziałało, cif, i nic. Mówię, raz kozie śmierć, gorzej nie będzie, w ruch poszedł domestos. Podziałało, plastik przeżył, krzesła wyglądają prawie jak nowe.


  • Ta plama nie zejdzie.


Proszę nie zakładajcie, że jak się upierze, to będzie czyste.. Najprawdopodobniej nie będzie. Ani wcześniej wspomniane poduszki na krzesła, ani pokrycie od kanapy, oczywiście się nie doprało.


  • Tam też może być brudne.


Dowiedziałam się, że miejsca których nigdy nie przypuszczałam może być ogromny syf. Taki którego człowiek nawet się nie spodziewa. Więc warto


  • Po pierwsze umyj szufladkę od pralki. Ale najpierw nic nie jedz.  

Nigdy w życiu nie przypuszczała bym że ktoś może prać pranie w takiej pralce. Ola boga, jak wyciągnęłam szufladkę od pralki, myślałam że umrę. Takiego czegoś nigdy, ale to nigdy nie widziałam.


  • Nie podejmuj pochopnie decyzji o zdjęciu dywanu.

Był dywan, z długim włosiem, na cały pokój. Ale ja wielbicielką dywanów nie jestem. Biorąc pod uwagę rozrzutność mojego M podczas jedzenia, brak dywanu jest też o wiele wygodniejszy. Więc nie wiele myśląc dywan postanowiłam zdjąć. Właścicielka spoko, więc najmniejszego problemu nie było. Znieście go tylko do piwnicy. Mówię ok. Parkiet pod spodem, będzie dobrze. Ale nie spodziewałam się niespodzianki po poprzednim właścicielu..Gruz, tynk i farba na podłodze.. Nie pytajcie ile godzin to czyściłam. Co prawda nadal nie wygląda idealnie, bo został zapastowany dopiero raz. To ile raz chciałam się wycofać, to ile razy wątpiłam, że będzie dobrze jest niezliczone. Ale na szczęście jest dobrze. :)

  • Zawsze miej coś dla gości.

Pewnie nie uwierzycie, ale to dość ważne, bo znajomi będą wpadać bez zapowiedzi. Zawsze warto mieć coś co można na szybko przygotować, albo chociaż ciasteczka. ;) Pewnie część z Was się z tym nie zgodzi, ale dla mnie to ważne, uwielbiam jak ktoś przychodzi i lubię ugościć, cóż taka natura, U mnie nie funkcjonuje powiedzenie "Gość w dom, cukier do szafy".


Ale wiecie co jest najważniejsze, że pomimo tych paru niedogodności i paru trudności, jestem bardzo szczęśliwa. 

Jest inaczej!

Jakiś czas temu pisałam, że Będzie inaczej, teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że na prawdę jest inaczej. Zupełnie inaczej. Właśnie siedzę w nowym mieszkaniu, wspólnie wynajmowanym z moim M. Piję ciepłą herbatę z ukochanego kubka, patrzę na wspólne zdjęcie, słucham radia i czekam aż pralka skończy prać. Ale w tym momencie jedno jest najważniejsze, jestem szczęśliwa. 

Przestało nawet być ważne, że po przeprowadzce przez dwa dni nie byłam w stanie dotknąć kolan, ani wierzchu stóp od szorowania parkietu. Takie kobiece widzi mi się, że bez dywanu będzie lepiej. ^^ Ważne jest to, że po powrocie z całodniowego szkolenia w Warszawie, gdy wróciłam, dostałam buziaka i pomidorówkę. 

Co z tego, że lustra są krzywo powieszone, co z tego, że krzesła szorowałam domestosem bo niczym innym nie dało się ich doczyścić, co z tego, że nie wszystko jest idealnie, co z tego? Mam wrażenie, że zupełnie nic. Owszem kosztowało mnie to mnóstwo pracy i dłonie które do niczego się nie nadają, bo schodzi mi z nich skóra jak z węża. Ale to w tej chwili chyba jest najmniej ważne. 


Pamiętaj, nie wszystko musi być idealnie, wszystko musi być tak, żebyś TY była szczęśliwa./ był szczęśliwy.



Trzymajcie kciuki, żeby wszystko było dobrze ;) A ja małymi krokami szykuje się do powrotu do bardziej merytorycznej strony bloga. 
Będzie inaczej!

Będzie inaczej!


Cześć!
Od dziś będzie inaczej. Nie od jutra, nie od poniedziałku, nie od nowego miesiąca, nie od początku nowej pory roku, nie od lata, nie od wakacji, nie od (...). OD DZIŚ! Od dziś będzie inaczej!
Co z tego, że jest piątek, co z tego, że 11:11, co z tego że 31.03. Co z tego, że 11 dni po pierwszym dniu wiosny, co z tego, że 14 tygodni od rozpoczęcia roku. Co z tego? Co z tego, że może i jest to najgłupsza pora na zmiany? Nic. Nic, właśnie dlatego, że od dziś będzie inaczej. Po mojemu.

RS - Nie musisz zabierać głosu

RS - Nie musisz zabierać głosu


Nie musisz zabierać głosu w każdej sprawie, pomimo że często społeczeństwo daje Ci do zrozumienia, że musisz. A guzik, jeśli nie chcesz, nie masz ochoty nie musisz. Możesz, ale nie musisz.

Czasem wpędzamy się w poczucie winy z powodu braku zabrania głosu w różnych sprawach. Zastanawiam się czy ma to sens i po dość długim namyśle śmiało mogę powiedzieć, że nie ma to sensu.

Głównym powodem do refleksji na ten temat, jest nieomalże narzucanie nam konieczności zabrania głosu w sprawie aborcji. Z prawa z lewa, nie ważne, ważne, żeby się wypowiedzieć. Ważne, żeby poprzeć którąś ze stron. Ważne by wziąć udział w proteście. A pomyślał ktoś jakie to będzie miało skutki?

Nie chcę tu pisać o swoim zdaniu na temat aborcji, ale niestety odrobinę muszę.

Popieram #czarnyprotest ale nie popieram zachęcania do rzucenia wszystkiego. Co prawda, podobno Łódzki Dell, dal swoim pracownicą wolne w dniu protestu (podobno, tak słyszałam, ale ręki nie dam sobie uciąć) bardzo miło, ciekawe tylko czy kobiety miały wybór i mogły do tej pracy przyjść. Mniejsza o to.

Pracuje w sklepie z kosmetykami, mamy określony dress code oraz określone godziny pracy. Pomimo częściowego poparcia nie wyobrażam sobie nie przyjścia do pracy. Kurczę, przecież nie zrobiłabym tym krzywdy nikomu do kogo protest jest niejako kierowany. Jedyne osoby jakim wyrządziłabym krzywdę byłyby osoby z którymi pracuje - swoją drogą same kobiety. Więc gdzie tutaj jest sens? A poza tym, nie ukrywam, że lubię swoją pracę i niekoniecznie widzę potrzeby tracenia jej, przez nieprzychodzenie do pracy, tak, że ktoś inny musi siedzieć w sklepie od 9 do 21. Kurczę nie.

Bądźmy ludźmi i szanujmy siebie nawzajem. Jeśli ktoś nie wziął udziału w proteście (nie ważne po której stronie) nie oceniajmy Go. Może jest po którejś ze stron, ale czuł, że chce w tym czasie zrobić coś innego. Tyle mówimy o wolnym wyborze, więc może dajmy wolny wybór również w sprawie udziału w protestach.

Swoją drogą zapraszam do obejrzenia programy "Całkowity Zakaz Aborcji - błogosławieństwo czy przekleństwo" na TVN Style w piątek o 20:30.
RS - Zatrzymaj się

RS - Zatrzymaj się


Żyjemy w ciągłym pędzie. Nie mamy chwili dla siebie. W dzisiejszych czasach niejako na piedestale została postawiona wieczna zajętość. Ale u diabła czemu? Czy na prawdę tak ma wyglądać nasze życie. Czy na prawdę mamy wiecznie odpowiadać, "nie, nie mogę jestem zajęta:? Czy to ma jakikolwiek sens. Przecież w ten sposób życie ucieka nam przez palce.


Zatrzymaj się!

Weź głęboki wdech, zamknij oczy i pomyśl tylko o sobie. O niczym ani nikim innym, pomyśl o sobie, o miejscu w którym się teraz znajdujesz, podziwiaj widoki i hej, nie mów mi, że jak jesteś na ulicy w centrum miasta, albo na Łódzkiej Abramce to nie ma tam niczego pięknego. Jest, może tylko Ty tego nie dostrzegasz. W każdym miejscu znajdzie się coś pięknego.

Wybierz się do parku, ale sam(a), tak, żeby być tylko ze sobą, z nikim innym. Tak aby móc przemyśleć wszystkie sprawy które Cię trapią. Przecież Ty jesteś najważniejszy. Nie to, czy dostaniesz 5 czy 4 z kolokwium, nie to, czy zrobisz najpiękniejszy plakat i nauczysz się 5 języków. Ważne jest to co czujesz i ja czujesz się ze sobą. Czy w swoim mniemaniu robisz wszystko czego pragniesz. Czy jesteś dobrym człowiekiem. Czy chcesz żyć tak jak żyjesz. A może chcesz wyjechać, marzysz o tym. Przemyśl to. Daj sobie odpocząć od innych i od obowiązków. Chociaż na 10 minut.

Nie myśl o niczym.
Pójdź do parku, czy gdziekolwiek tylko chcesz, usiądź i patrz, zrelaksuj się. Zrób sobie taki restart.

Może nie do końca składny wyszedł ten post. Może nie do końca idealny, ale mówi się trudno.

A teraz wyłącz komputer i zatrzymaj się na chwilę. Chociaż na malutką.

I co, lepiej?
RS - uważaj o czym myślisz

RS - uważaj o czym myślisz


Czasem zdarza się tak, że w naszej głowie kłębią się tylko czarne scenariusze. Ale czy to ma jakiś wpływ na sytuacje które nas spotykają? Czy możemy ściągnąć myślami kogoś bądź jakieś wydarzenia?
Tak na prawdę, żadne z badań tego nie potwierdzają, pewnie dlatego, że nikt takowych nie próbował przeprowadzać. Ale zastanów się. Czy chociaż raz nie miałeś sytuacji, że myślisz o kimś i nagle ten ktoś dzwoni/pisze? Albo spotykasz tą osobę w niedługim czasie, zupełnie przypadkiem? No błagam, chyba każdy tak ma. Więc skoro niejako jesteśmy w stanie przywołać myślami jakąś osobę, to może i sytuacje?

Dziś bardzo krótki fragment pochodzący z Kwartalnika Gestalt PSPP, moim zdaniem dający bardzo wiele do myślenia.
Pewnego razu, a był to dzień cudów, strudzony wędrowiec usiadł pod drzewem spełniającym życzenia. Rozmarzył się: Och, gdybym tak mógł coś zjeść. Stół pełen jadła pojawił się przed nim natychmiast. Kiedy podróżny zaspokoił głód, zapragnął napojów. I zaraz pojawiły się napoje. Zadowolony położył się pod drzewem i nagle przestraszył się: A jeżeli teraz pojawi się potwór? I potwór pojawił się. Ach, teraz pewnie mnie zje! I tak umarł wędrowiec zjedzony przez potwora.
Chyba nie muszę mówić jakie jest zadanie po dzisiejszym poście? Dla pewności jednak dodam: przemyśl w jaką stronę zmierzają Twoje myśli i postaraj się by choć odrobina z nich zeszła na optymistyczną stronę, choć wiem, że w niektórych sytuacjach będzie Ci bardzo ciężko, wierzę, że dzięki temu istnieje większe prawdopodobieństwo, że kłopoty rozwiążą się bardziej pozytywnie ;)

Szybko, łatwo i przyjemnie na drugie śniadanie

Szybko, łatwo i przyjemnie na drugie śniadanie


Nieraz masz tak, że nie wiesz co ze sobą zabrać do pracy/szkoły/na uczelnie? Uwierz mi, że kiedyś też tak miałam, dlatego dziś razem z Anią postanowiłyśmy dla Ciebie przygotować kilka mega prostych, bardzo tanich, łatwy w wykonaniu i przepysznych przepisów. No i oczywiście zdrowych ;) Przynajmniej zdrowszych niż zapiekanka kupiona w szkolnym sklepiku!

Na pierwszy ogień, słoikowa galaretka.

Proszę, nie mów mi, że nie masz w domu słoika, bo aż nie uwierzę. Przygotowanie jest tak banalne, że aż nie wiem czy warto je tłumaczyć. Galaretkę roimy jak zwykle i wlewamy do słoika, od filozofia. Można dodać ulubione owoce, dzięki czemu dostarczymy sobie więcej zdrowia. W najłatwiejszej wersji kupujemy galaretkę w proszku i zalewamy wrzątkiem. Ale przecież można się pokusić o galaretkę z babcinego soku, nie ma nic lepszego! U mnie bardzo kolorowo, bo swojego czasu była to wersja na mały upominek (sprawdza się tylko gdy na dworze zimno! inaczej będzie kolorowa, nieprzydatna do niczego woda). Ale żeby było szybciej, można przecież zrobić jeden kolor ;)






Śniadaniowy misz-masz:

  • 100g. - jogurt naturalny,
  • 160g. - jabłko
  • 10g. - pestki słonecznika
  • 15g. - masło orzechowe
  • 20g. - czekolada
  • 20g. - płatki owsiane
  • 20g. - konfotury z żurawiny
Wszystko razem mieszamy i jemy. Szybie i proste.
Najlepsze jest to, że można modyfikować składniki. Można wrzucać co tylko się chce lub co tylko mamy w lodówce.


Słoik porzeczkowy.

To nie tak, że mam obsesję na punkcie słoików. To czysty zbieg okoliczności. Słoiki lubię, bo tego typu potrawy ładnie się w nich prezentują, a poza tym szkło nie wchodzi w reakcję z potrawami.
Na dno w tym przypadku, jogurt grecki (u mnie biedronkowy-uwielbiam go), później porzeczki oraz pokruszony chlebek typu waza. Przepis można urozmaicić i zamiast chlebka dodać np domowe musli (przepis już niebawem), można podmienić owoce, można wszystko! Wystarczy odrobina kreatywności.







Placuszki bananowe:

  • 1 banan,
  • 1 jajko
  • olej,
Banana rozgniatamy. Dodajemy do niego jajko. Wszystko mieszamy i wylewamy na rozgrzaną patelnię.
Ja osobiście zjadłam moje placuszki z masłem orzechowym, gruszką i pestkami słonecznika. Niemniej jednak można zastosować różne dodatki.

Smacznego!


Jeśli macie niedosyt przepisów zapraszam do Ani oraz do mojej (wciąż rozwijającej się) zakładki z przepisami klik.

RS - nie przyklejaj etykiety

RS - nie przyklejaj etykiety


Mam wrażenie, że nadawanie etykiet jest w Nas ludziach gdzieś głęboko zakorzenione, przez co często tracimy szansę na cudowne znajomości, poznanie wielu inspirujących ludzi z ciekawymi pasjami. Czasem zastanawiam się czemu tak na prawdę to robimy. Podobno ma to związek z naszymi cechami których sami nie akceptujemy, przez co bardziej widzimy je u innych osób, a że nam się nie podobają, wyolbrzymiamy i oceniamy tylko przez pryzmat tej jednej rzeczy. 

Czy tak jest? Sama nie wiem. Podobno w każdym zdaniu jest ziarnko prawdy, więc w tym pewnie również. Może robimy to przez niewiedzę? Albo przez strach.. W sumie czemu przez strach. Strach przed czym? Że ktoś okaże się od nas lepszy, ciekawszy. Przecież to tylko subiektywne opinie, nikt nie jest lepszy ani gorszy jeśli nie krzywdzi innych. Ale My nadając etykiety krzywdzimy. 
Tak, etykiety krzywdzą ludzi. Bardziej bądź mniej, ale krzywdzą. No okej, może nie wszystkie krzywdzą wszystkich, ale każdy z nas jest inny i każdego zaboli coś innego.

Według dra Thomasa Gordona skutki etykietowania są następujące:
poczucie zranienia – ludzie nie lubią być etykietowania
ograniczenie zdolności do zobaczenia osoby w pełni – kiedy patrzymy na nią przez pryzmat etykiety, dostrzeżenie jej przyszłych zachowań w jakimkolwiek innym świetle staje się trudniejsze; 
trudności z pozbyciem się etykietki, która niejako przykleja się do osoby; 
pojawienie się reakcji obronnych.

Na prawdę chcesz, żeby ktoś się tak czuł, przez Ciebie? Wątpię. Dlatego proszę Cię, przestań przyklejać ludziom etykiety. Wiem, że to trudne. Ale to, że ktoś na pierwszy rzut oka wygląda na taką a nie inną osobę wcale nie musi oznaczać, że taką jest. Daj sobie szanse na poznanie tej osoby.

Tapeciara - czyli tak na prawdę kto? Najczęściej taką etykietę dostają dziewczyny mocno umalowane. Ale kurczę, czemu? Znasz przyczyny jej mocnego makijażu? Pewnie nie. Przyznaje, może maluje się tak, bo lubi, bo uważa, że tak jest fajnie, ale nawet jeśli to co w tym złego? Nic, Ale weź pod uwagę, że może wcale nie chce tak wyglądać, ale to jedyny sposób by ukryć siniaki i uniknąć miliona pytań których nie chce słyszeć. A może, źle czuje się ze swoim ciałem, może nie akceptuje siebie i ukrywa się pod grubą warstwą podkładu. Nie krzywdzi tym innych więc Ty nie krzywdź jej.




Protein base - warto?

Protein base - warto?



Jakiś czas temu miałam okazje pobawić się w modelkę paznokciową dzięki firmie Indigo. Było trochę zamieszania, ale w końcowym efekcie wszystko skończyło się bardzo dobrze ;) Efektem było stworzenie stylizacja za pomocą Protein Base oraz efektu syrenki black ;)


Baza proteinowa, co mówi o niej producent?


  • Baza po brzegi wypełniona proteinami, które odżywają i wzmacniają Twoją płytkę. Zaczyna chronić nasze paznokcie automatycznie po wyciągnięciu ręki z lampy. Przywraca jej zdrowy i promienny wygląd
  • Delikatna formuła jest w 100% bezpieczna dla naturalnej płytki. Baza chroni zniszczoną płytkę przed czynnikami zewnętrznymi oraz urazami mechanicznymi.
  • Chcesz, aby hybryda trzymała się na miękkich elastycznych paznokciach? Baza Protein usztywnia paznokcie i sprawia, że są one twarde i ultra wytrzymałe.
  • Wyjątkowe właściwości bazy pozwalają na przedłużenie łoża paznokcia, odbudowanie uszkodzonej płytki, delikatne nadbudowanie krzywej C oraz korektę nierówności płytki paznokcia. Dzięki swojej konsystencji aplikacja Protein Base jest niezwykle prosta.Baza jest całkowicie rozpuszczalna w Removerze.
  • Gęsta konsystencja pozwala na przedłużanie paznokci o 3mm 

Jak sprawdziła się u mnie?

Jestem pod ogromnym wrażeniem. Nigdy nie byłam dobra w czytaniu składów i innych takich (miedzy innymi dlatego na blogu nie pojawiają się typowe recenzje produktów). Ale jak coś mi służy to mogę jednoznacznie powiedzieć, że jest dobre. Moja skóra, włosy i paznokcie są na prawdę wymagające i hmy.. bardzo kapryśne. O ile nad włosami jestem w stanie zapanować, tak paznokcie dłuższe niż 2 milimetry za wolny brzeg są (a raczej były), praktycznie nie wykonalne.

Nie ukrywam, że paznokcie miałam w stanie średnim. Bałam się o trwałość, o późniejsze ściągniecie hybryd i wszystkiego innego. Ale po czasie mogę powiedzieć, że nie żałuje.

Paznokcie były z jednej strony jak stal, nic nie było w stanie ich zniszczyć, a z drugiej były plastyczne i bardzo delikatne, bo spokojnie się "przyginały", jak zwykłe paznokcie. Mam wrażenie, że właśnie dzięki temu trzymały się tak długo.

Nigdy nie oszczędzam paznokcie, wtedy również nie zrobiłam wyjątku. Przetrwały nawet przyjmowanie dostawy (co czasem przez nieuwagę wiążę się w jechaniem paznokciami po betonowej podłodze). Przyznam, że nawet mnie ciężko jest w to uwierzyć. Ale łał. Wielki szacun!

Co dalej?

Zakochałam się w tej bazie. I pomimo, że po zdjęciu paznokcie przeżyły one dramat i z powrotem się połamały (aktywny tryb życia nie zawsze wychodzi na dobre), postanowiłam zainwestować w tą bazę i podreperować stan swoich paznokci. Na razie wszystko jest na jak najlepszej drodze ;) Myślę, że już nie długo będę mogła się pochwalić efektami.

Na koniec zdjęcia z sesji z efektem syrenki black ;)

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony Indigo (klik)
RS - Rozwiń się

RS - Rozwiń się



Mam przyjemność ogłosić, że skoro czytasz ten tekst, to wszystko się udało. Mianowicie postanowiłam powrócić (a raczej odtworzyć) niegdyś popularną serię postów na tym blogu. Chodzi o serię Rozwiń się.


Co ma na celu seria?

Uporządkowanie, zgromadzenie w jednym miejscu regularnie pojawiających się postów o rozwoju. Pewnie zapytasz czemu będą posty o rozwoju, bo lubię. Daje mi to kopa i motywacje, bym sama rzetelnie wykonywała zadania. Przygotowując post, muszę się dużo na główkować, a co za tym idzie, sama wiele się uczę oraz poznaje nowe zagadnienia.
Więc w skrócie, cała seria będzie opierała się na rozwoju, Twoim oraz moim, w naprawdę wielu sferach życia.


Jakie posty się pojawią?

Posty będą różne, ale na pewno wszystkie będą dotyczyły rozwoju. Żeby nie było zbyt nudno, nie skupię się na jednym schemacie tworzenia wpisów, każdy z nich będzie inny. Każdy będzie można zrealizować osobno (ok, przyznaje, czasem jedno zadanie będzie podzielone na dwa tygodnie, ale nie więcej, obiecuje). Ale już tego miejsca zachęcam Cię do regularnego rozwoju.

  • post z bajką, przypowieścią, historią, do własnego wyciągnięcia wniosków, do zatrzymania się na chwilę i zagłębienia w nasze odczucia.
  • zadanie do wykonania, ale nie tylko do zapisania w momencie czytania tekstu, do wykonania np codziennie, do podejmowania nowych wyzwań.
  • trochę teorii, czyli o tym jak to wszystko wygląda z naukowego punktu widzenia, ale nie bój się, nie będzie nudno. Po pierwsze teorii będzie bardzo mało, po drugie uwierz mi, że będzie ciekawa, poparta wieloma przykładami, i że na prawdę będzie nad czym się zastanowić. 


Kiedy?

Od początku września w każdy wtorek o godzinie 12:51.


A już teraz zapraszam Cię, do małej lektury, którą można potraktować jako zapowiedź całej serii. 
Trzy pytania Cesarza. Lew Tołstoj. To właśnie przykład wpisu z bajką, która na pierwszy rzut oka jest tylko opowiadaniem, ale gdy przysiądziemy i się nad nią zastanowimy może wiele wnieść w nasze życie.
Gwara Łódzka #2

Gwara Łódzka #2


O tym czym jest gwara, jaka jest Łódzka i wszystkim innym na temat gwary pisałam w pierwszej części serii o Gwarze Łódzkiej. Dziś przyszłam pora na kolejną część, słów oraz zwrotów, mniej lub bardziej znanych dla rodowitych Łodzian, przyjezdnych oraz wszystkich którzy pragną dowiedzieć się czegoś nowego.

aplikować się – zalecać się
bałuciarz – mieszkaniec Bałut, ale też chuligan
bałuciara – mieszkanka Bałut, ale też prostaczka
brecha – łom
chechłać – kroić, ciąć tępym narzędziem
cieć – kontroler biletów w środkach komunikacji miejskiej (w innych rejonach Polski oznacza dozorcę)
drach – czworokątny latawiec
drapoki – drewniane trepy wzmocnione drutem przymocowanym do podeszew
dziad – kapuśniak z ziemniakami
ekspres – zamek błyskawiczny
galancie – dużo, ładnie, dobrze
galanty – duży, ładny, dobry
kole godzina – około godziny
lebera – wątrobianka (wyrób garmażeryjny)
leberka – kiełbasa pasztetowa
rozmaitości – różnego rodzaju
rzeźnik – sklep mięsny
schódki – typowo łódzkie określenie dla schodów złożonych tylko z kilku stopni
siajowe – podłej jakości, niewiele warte (utworzone od nazwiska fabrykanta, produkującego na przełomie XIX i XX w. tkaniny miernej jakości ? Szai Rosenblatta)
śnupa – pysk
tytka – papierowa torebka, kawałek papieru spiralnie zwinięty; opakowanie na cukierki; zapożyczenie z niemieckiego (die Tüte = torba), znane również na Śląsku i w Poznańskiem
tytla – papierowa szpula
wajcha – dźwignia mechanizmu
wetować – brać odwet
winkiel – błąd w tkaninie
zmechacić- stać się mechatym
zaprowadzić gatkę – zacząć rozmowę
zwyczajny – przyzwyczajony „jesteśmy zwyczajni rano wstać”
żonata – zamężna
żulik – chleb turecki z rodzynkami


A Ciebie, które słowo najbardziej zaskoczyło?
Włosowe spotkanie w Łodzi

Włosowe spotkanie w Łodzi


Znasz to uczucie?
Przeglądasz sobie spokojnie insta, lecisz, lecisz, lecisz, patrzysz "Włosowe spotkanie w Łodzi". I myślisz, ale co, ale jak i czemu ja u diabła nic o tym nie wiem? Z reguły jest tak, że o takich rzeczach dowiaduje się po fakcie. No ale cóż, piszę komentarz, pytam co jak i kiedy. I okazuje się, że spotkania jeszcze nie było, a dopiero ma się odbyć. Jestem w szoku. Patrzę na datę - 27.08. patrze w grafik. Mam wolne, to chyba zrządzenie losu. Decyzja jest prosta - Muszę iść :D


Co prawda z małymi przygodami, Łódź jak zawsze cała rozkopana trochę pokrzyżowała nam plany, ale wszystko się udało. Agnieszka - organizatorka, właścicielka bloga i najpiękniejszych rudych włosów jakie widziałam, dała radę i dotarła do Nas, mimo wielu przeciwności losu ;)
Było multum śmiechu, dobrych rad, dyskusji o włosach i życiu. Przecież kobiety nie mogę się skupić na jednym temacie, prawda? A poza tym włosy to część naszego życia więc jak mogłybyśmy o nim nie rozmawiać?
Pojawiło się wiele ciekawych przepisów na domową pielęgnację, jak na przykład maseczka z Awokado o której Kinga pisała już na swoim blogu (mam nadzieję, że uda mi się przetestować w najbliższym czasie) i sposoby na ujarzmienie włosów. Pomysły na zastosowanie i zmianę receptur znanych już przepisów i obalenie paru mitów.


Wszystko na wariackich papierach, ale Agnieszka postarała się również o prezenty dla Nas! Venita, przygotowała dla Nas w prezencie lakier, piankę (mega zachwalaną przez Agnieszkę, już nie mogę się doczekać aż ją przetestuje!) i dla farbujących włosy hennę (co prawda wiele razy farbowałam włosy z Venitą ale nigdy tym kolorem, cóż zobaczymy co z tego wyjdzie).

Niestety musiałam się zmyć dość wcześnie ze względów osobistych ale bardzo ale to bardzo miło będę wspominać czas spędzony z dziewczynami! Jesteście przemiłe! Mam nadzieję, że uda nam się powtórzyć takie spotkanie! Do Miłego.

Jeśli zastanawiasz się, czy warto iść na takie spotkanie, nie masz nad czym. Warto i to bardzo ;)
Fotogra Fuje

Fotogra Fuje


O czym będzie ten post i czemu taki tytuł?

Dziś będzie o fotografii, tak dobrze usłyszałeś. A czemu Fuj jest wyodrębnione? Bo fotografia nie zawsze jest ładna i łatwa. Czasem odzwierciedla piękno brzydoty.


Jak to się zaczęło?

Fotografia towarzyszy mi od zawsze. No dobra odkąd pamiętam i odkąd pamiętają moi rodzice, już w podstawówce startowałam w konkursach fotograficznych i choć dziś z uśmiechem patrzę na te zdjęcia i zastanawiam się jak jury mogło wybrać takie zdjęcia, wiele się wtedy nauczyłam.
Później kontynuowałam moją pasje, zamieszczałam nawet zdjęcia na photoblogu, oj to były czasy, później pojawił się maxmodels, profil na facebooku i wiele innych. Udało mi się nawet zgarnąć parę nagród w konkursach fotograficznych ;)


Skąd pomysł na post?

DDOB, postawiło mi wyzwanie, a ja lubię stawiać czoła wyzwaniom, więc jak mogłabym nie wziąć w nim udziału? Nie było takiej możliwości, a że fotografia towarzyszy mi przez cały czas pomimo zmieniających się innych zainteresowań, wybór był oczywisty!

Czemu takie a nie inne zdjęcia?

Nie umiem wybierać zdjęć, żeby odzwierciedlały wszystko co chcę i pokazywały różnorodność. Nie chciałam również umieszczać zdjęć osób ze względu na brak zgody na umieszczenie ich na blog ;) Więcej zdjęć i na pewno bardziej różnorodnych możecie zobaczyć na stronach do których linki wklejałam w treści posta, zapraszam również do mojego portfolio ;)

(jedyne zdjęcie w tym poście niewykonane przeze mnie, czasem warto pokazać nie tylko gotową pracę ale też przygotowania i ciężką prace)


A Ty?

Jaką masz pasje, czym się interesujesz? Jak myślisz, warto spróbować wziąć udział w wyzwaniu? Ja szczerze serdecznie Ci polecam ;)

Jaki czas jest najważniejszy, jacy ludzie i jakie zadania.

Jaki czas jest najważniejszy, jacy ludzie i jakie zadania.


Dziś trochę inaczej. Co prawda rozwojowo, ale nie będzie żadnej rady, żadnego zadania ani podpowiedzi. Dziś będzie pewna przypowieść. Przypowieść która trafiła do mojego serca. Nie wiem czy ze względu na miejsce w jakim została mi opowiedziana, czy ze względu na treść, a może na ludzi którzy wtedy ze mną byli. Nie jestem w stanie tego powiedzieć. Jedno wiem na pewno. Jest bardzo ważna, ale najważniejsze są wnioski jakie z niej wyciągniemy i to co z nimi zrobimy.
Zapraszam do czytania:

Trzy pytanie cesarza. Lew Tołstoj.
Pewien cesarz pomyślał kiedyś, że gdyby tylko znał odpowiedź na trzy pytania, nie błądziłby w żadnej sprawie: „Jaki czas jest najodpowiedniejszy dla każdego działania? Z jakimi ludźmi współpracować? Co jest najważniejsze do zrobienia?”Cesarz wydał więc dekret, w którym wyznaczył wielką nagrodę dla tego, kto odpowie na jego pytania. Wielu, dowiedziawszy się o tym, niezwłocznie udało się do pałacu. Każdy miał inną odpowiedź.
W odpowiedzi na pierwsze pytanie ktoś poradził, by cesarz sporządził dokładny plan czynności z uwzględnieniem godziny, dnia, miesiąca i roku i później co do joty go wypełniał.
Tylko wtedy będzie podejmował każde działanie we właściwym czasie.
Ktoś inny powiedział, ze nie da się wszystkiego zaplanować i ze cesarz powinien odłożyć na bok próżne rozrywki i zważać na wszystko, aby wiedzieć, kiedy co zrobić.
Trzeci śmiałek udowadniał, ze cesarz sam nie jest w stanie wszystkiego przewidzieć i nie ma takiej znajomości rzeczy, by decydować, jaki czas najlepiej odpowiada każdemu zadaniu Powinien więc powołać Radę Mędrców i działać zgodnie z jej zaleceniami.
Czwarty rzekł, ze pewne sprawy wymagają natychmiastowej decyzji i nie mogą czekać na konsultacje, lecz jeśli cesarz chce wiedzieć z wyprzedzeniem, co się wydarzy, powinien zasięgnąć rady wróżów i jasnowidzów
Odpowiedzi na drugie pytanie tez nie były zgodne.
Jeden twierdził, ze cesarz powinien mieć zaufanie do administratorów, inny – ze powinien polegać na kapłanach i mnichach Byli tez tacy, co zalecali współpracę z medykami i tacy, którzy za godnych zaufania uważali wojowników.
Trzecie pytanie również przyniosło różnorodne odpowiedzi.
Niektórzy twierdzili, ze najważniejszym zajęciem jest nauka, mm obstawali przy religii, a jeszcze mm dawali pierwszeństwo ćwiczeniom wojskowym
Żadna z tych odpowiedzi nie zadowoliła cesarza, toteż nie przyznał nikomu nagrody.
Po kilku nocach spędzonych na rozmyślaniach postanowił udać się do pustelnika, który żył w górach i uchodził za oświeconego…Cesarz zapragnął odszukać go i przedstawić mu swe pytania, chociaż dobrze wiedział, że pustelnik nigdy nie schodził z gór, a przyjmował tylko biednych, odmawiając wszelkiego kontaktu z ludźmi bogatymi i posiadającymi władzę.
Cesarz przebrał się więc za prostego wieśniaka. Rozkazał sługom czekać w dolinie, a sam zaczął wspinać się w poszukiwaniu pustelnika.
W końcu dotarł do miejsca, gdzie mieszkał ów święty człowiek. Zastał go przy skopywaniu ziemi w ogrodzie przed chatą. Kiedy pustelnik zauważył przybysza, skinął głową na powitanie, po czym kopał dalej. Widać było, że praca kosztuje go dużo wysiłku. Był już stary i za każdym razem, gdy zagłębiał łopatę w ziemi, ciężko wzdychał.
Cesarz zbliżył się do pustelnika i powiedział: „Przyszedłem tutaj prosić cię o odpowiedź na trzy pytania: Jaki czas jest najodpowiedniejszy dla każdego działania? Z jakimi ludźmi współpracować? Co jest najważniejsze do zrobienia?”
Pustelnik słuchał uważnie, po czym poklepał cesarza po ramieniu i wrócił do kopania ziemi. „Musisz być zmęczony” – powiedział cesarz. „Pozwól, że ci pomogę”. Pustelnik podziękował, dał mu łopatę, a sam usiadł na trawie, by odpocząć.
Cesarz skopał dwie grzędy i ponownie zwrócił się do starca z pytaniami, lecz ten nadal milczał. Po chwili wstał i wskazując na łopatę powiedział: „Teraz ty odpocznij, a ja będę kopał”. Cesarz jednak nie przerywał pracy. Minęła godzina, potem druga, w końcu słońce zaczęło chować się za góry. Odłożył łopatę i rzekł: „Czy odpowiesz na moje pytania? Jeśli nie możesz dać mi odpowiedzi, proszę, powiedz, a wrócę do domu”.
Pustelnik podniósł głowę i odezwał się: „Słyszysz? Ktoś tam biegnie”. Cesarz odwrócił się. Ujrzeli człowieka z białą brodą, wyłaniającego się z lasu. Biegł jak szalony. Przyciskał ręce do zakrwawionego brzucha. Kierował się prosto na cesarza i w końcu upadł przed nim nieprzytomny.
Gdy cesarz i pustelnik ściągnęli ubranie z nieznajomego, ujrzeli głębokie cięcie. Cesarz starannie przemył ranę, po czym zabandażował ją własną koszulą, która w ciągu paru minut nasiąknęła krwią. Wypłukał ją więc i powtórnie opatrzył zranione miejsce.
Czynił to wielokrotnie, dopóki krew nie przestała broczyć z brzucha.
W końcu ranny odzyskał przytomność i spragniony poprosił o wodę. Cesarz zbiegł do strumienia i wrócił z dzbanem pełnym świeżej wody.
Tymczasem słońce zupełnie zaszło i zaczęło wiać nocnym chłodem. Pustelnik pomógł cesarzowi wnieść człowieka do chaty i ułożyć go na łóżku. Ranny przymknął oczy i leżał spokojnie. Cesarz, wyczerpany długą wspinaczką i kopaniem ziemi, oparł się o drzwi i zasnął. Kiedy się obudził, słońce już wzeszło. Przez chwilę nie wiedział, gdzie jest i co tu robi. Spojrzał na łóżko i zobaczył, że leżący tam człowiek też rozgląda się zmieszany. Ów przyjrzał się bacznie cesarzowi, po czym słabo wyszeptał: „Proszę, przebacz mi”.
„Cóż takiego uczyniłeś, że powinienem ci przebaczyć?” – zapytał cesarz.
„Wasza Wysokość, nie znasz mnie, lecz ja znam ciebie. Byłem twym zawziętym wrogiem i przysiągłem zemścić się na tobie, gdyż w czasie ostatniej wojny zabiłeś mego brata i zająłeś moje dobra. Kiedy dowiedziałem się, że idziesz sam w góry do pustelnika, postanowiłem zaskoczyć cię w drodze powrotnej i zabić. Czekałem długo, ale nie nadchodziłeś, więc opuściłem kryjówkę, by cię odnaleźć.
Zamiast ciebie napotkałem ludzi z twego orszaku. Rozpoznali mnie i zadali tę ranę. Na szczęście zdołałem uciec i przybiegłem tutaj. Gdyby nie ty, z pewnością już bym nie żył. Miałem zamiar zabić cię, tymczasem ty ocaliłeś mnie przed śmiercią.
Wstydzę się i jestem ci wdzięczny bardziej niż słowa mogłyby to wyrazić. Jeśli przeżyję, ślubuję służyć ci przez resztę życia i nakażę mym dzieciom i wnukom, by też tak czyniły. Proszę, przebacz mi”.
Cesarz nie posiadał się z radości, widząc, że tak łatwo pojednał się z byłym wrogiem. Nie tylko mu wybaczył, ale też przyrzekł przysłać swego nadwornego lekarza i służącego, by opiekowali się nim ażdo całkowitego wyzdrowienia. Wydał rozkaz służbie, by zabrano rannego do domu i wrócił do pustelnika, chcąc prosić go po raz ostatni o odpowiedź na trzy pytania. Pustelnik właśnie rzucał ziarno w skopaną wczoraj ziemię. Zatrzymał się i spojrzał na cesarza:
„Masz już odpowiedzi na twoje pytania”.
„Jakże to?” cesarz nie rozumiał.
„Wczoraj, gdybyś nie ulitował się nad mym wiekiem i nie pomógł mi skopać grządek, zostałbyś zaatakowany w drodze powrotnej.
Żałowałbyś wtedy bardzo, że nie pozostałeś ze mną.
Zatem najważniejszym czasem był czas, kiedy kopałeś ziemię, najważniejszą osobą byłem ja i najważniejszym zajęciem pomaganie mi.
Później, kiedy zraniony człowiek dobiegł tutaj, najważniejszym czasem był czas, który spędziłeś, opatrując jego ranę. Gdybyś nie zrobił tego, umarłby i straciłbyś szansę pogodzenia się z nim.
Podobnie, to on był najważniejszą osobą i najważniejszym zajęciem – opatrywanie rany.
Pamiętaj, że jest tylko jeden najważniejszy czas, a ten czas – to teraz.Najważniejszą osobą jest zawsze ta, z którą właśnie przebywasz, która stoi przed tobą, bo kto wie, czy jeszcze z kimkolwiek się spotkasz… Najważniejszym zajęciem jest czynienie szczęśliwym tego, kto znajduje się obok ciebie.Chwila teraźniejsza jest jedynym czasem, jaki mamy.



Co myślisz, co zrobisz?
Copyright © 2016 Altruistka , Blogger