Rossmann promocja - czemu mnie to nie kręci

FreeDelivery




Ostatnio w internecie pojawia się mnóstwo postów odnośnie promocji w Rossmannie. -55% na minimum 3 różne kosmetyki. Super. Tylko, że mam wrażenie że ludzie rzucają się na promocje w ogóle nie myśląc. Nie odbierajcie tego źle, ale mam wrażenie, że niektóre osoby jak słyszą słowo promocja to wpadają w jakiś amok. Po części ten temat poruszyłam już w poście o Black Friday.

Czemu nic nie kupię na promocji?

Bo nie potrzebuję żadnego kosmetyku do makijażu.

Czy korzystałam wcześniej z tej promocji?

Tak ;) Ale tylko raz i nie wspominam tego najlepiej. Ponad rok temu upatrzyłam sobie pomadkę od Bourjois oraz miałam ochotę przetestować odżywkę do rzęs L4L. Postanowiłam, że w takim razie poczekam na promocję (to jedna z tych nielicznych edycji, gdzie odżywki do rzęs również podlegały rabatą) i zaopatrzę się w kosmetyki które wybrałam. Przeszłam 4 sklepy zanim udało mi się znaleźć moją pomadkę i odżywkę L4L, wszędzie indziej albo brakowało tego, albo tego, albo pomadka była używana (ludzie! jak jest tester to po co odkręca produkt?????). To był pierwszy i ostatni raz. Nigdy więcej ;) Za dużo ludzi, za duży szał ciał.

4 podkłady, 5 korektorów itd.

No kurczę. Jak widzę wrzucane zdjęcia z podpisem "zdobycze z promocji" itp, zastanawiam się tylko po co i co te dziewczyny z tym robią. Ja rozumiem 10 cieni. Co prawda nie mam tyle, ale to jestem w stanie zrozumieć. Nie rozumiem tylko kosmetyków które są otwierane od razu a data ważności ucieka. Nie wierzę, że da się wykorzystać te wszystkie produkty tak szybko.

Czy nie lubię Rossmana?

Lubię i to nawet bardzo. Uwielbiam ich własne marki i często ich odwiedzam. Bardziej przeraża mnie reakcja ludzi na tą promocję. To też nie tak, że nie popieram tej promocji. Każdy może robić co chce, fajnie że takie się zdarzają bo można kupić coś o wiele taniej


Dobra przyznaję, nie jestem zakupowa, a tekstem chciałam skłonić trochę do refleksji nad tym czy potrzeba nam tak wiele rzeczy, oraz tym jak zachowujemy się w takich sytuacjach, przepychanki, nieomalże walki o pomadkę, kurde to nie jest tego warte ;)

A Ty, jaki masz stosunek do promocji?
Ginekolog - pierwsza wizyta

Ginekolog - pierwsza wizyta


Dziś byłam na USG, siedziała ze mną w kolejce dość młoda dziewczyna. Szła na takie badanie pierwszy raz i była kompletnie przerażona. Trochę nią porozmawiałam, powiedziałam co i jak i że wcale nie ma się czym przejmować bo to nie jest takie straszne. Ale w tym momencie uświadomiłam sobie również jak bardzo przerażona ja byłam przed pierwszym takim badaniem, oraz jak bardzo bałam się pierwszej wizyty u ginekologa. I stwierdziłam, że to temat tabu, mało kto o tym mówi a to pomogłoby wielu dziewczyna pokona strach przed, bo później jest już z górki. Więc dziś będzie post o tym jak wygląda pierwsza wizyta u ginekologa.

Powód wizyty.

Zacznijmy od początku. Wszystko zależy od tego z jakiego powodu zgłaszasz się do ginekologa. Czy od tak profilaktycznie czy coś się dzieje a może chcesz zacząć stosować antykoncepcję hormonalna. A może coś związanego ze sterami intymnymi Cię trapi i potrzebujesz zasięgnąć porady.

Kobieta czy mężczyzna?

Ile kobiet tyle opinii. Wiele razy słyszałam że mężczyźni są delikatniejsi. Czy są na prawdę nie wiem, ponieważ nigdy u mężczyzny ginekologa nie byłam. Moze kiedyś pójdę ale czuję że to jeszcze nie ten moment, bo swobodniej czuje się przy kobiecie. Znam kobiety dla których to bez różnicy bo to przecież lekarz. Ok. Super, dla mnie to mniejsze kolejki do kobiet które są ginekologami 😊 trafiłam na dwie takie które są bardzo delikatne więc w kwestii delikatności nie mogę narzekać.

Jak się ubrać?

Wszystko zależy od miejsca do którego się udajesz. Czasem w "rozbieralnicha" są nawet jednorazowe spódniczki które można założyć żeby z pokoiku dojść na fotel. Jednak nie jest to praktyka zawsze spotykana. U mnie wygrywają spodnie i dłuższą bluzka/tunika która zakrywa pupę. Bardziej komfortowo czuje się również jeśli mam na sobie wcześniej bieliznę która nie zostawia żadnych nawet najmniejszych odcisków na ciele. Od co, taki komfort psychiczny sama nie wiem dlaczego.

Ogolona czy nie?

To bardzo ale to bardzo kontrowersyjny temat. Kiedyś słyszałam że w jednej z poradni na drzwiach gabinetu wywieszona jest informacja że nieogolone kobiety nie będą przyjmowane na wizyty. Z drugiej strony część ginekologów jest przeciwna goleniu się ze względów zdrowotnych. Ja zachowałbym w tym stanowczo umiar i zrobiła tak żebyśmy to my się dobrze czuły. Lekarza zawsze można zmienić. Jeśli się golisz i tak czujesz się lepiej, pójdź na wizytę ogolona, będziesz czuła się bardziej komfortowo. Jeśli się nie golisz nie rób tego na siłę, po co? Pamiętaj lekarza zawsze można zmienić 😊

Jak wygląda pierwsza wizyta?

Czyli co po czym, kiedy się rozbierać, jak to zrobić i że to wcale nie takie straszne. A może wcale nie trzeba się rozbierac?

Po pierwsze - rozmowa.

Wizyta u ginekologa wcale nie zaczyna się od badania. Siadasz sobie na spokojnie, na normalnym krześle najczęściej przy biurku lekarza i rozmawiasz z nim. Możesz wtedy na spokojnie powiedzieć o swoich obawach, powiedzieć również co Cię do niego sprowadza, zadac nurtujące pytania. Lekarz często przeprowadza wtedy z Tobą wywiad. Zadając Ci proste pytania. Nie krępuj się nimi, zadaje je minimum 10 pacjentką dziennie. Jeśli to Twoja pierwsza wizyta i boisz się do tego stopnia badania, że wiesz że nie jest to ten moment w którym jesteś w stanie przełamać ten strach, a przyszłaś tylko profilaktycznie i nic się nie dzieje. Powiedz o tym lekarzowi, przecież nikt Cię nie zmusi do badania.

Przygotowanie do badania.

Lekarz skieruje Cię albo do pokoiku, albo za parawan (podobno, znam tylko z opowieści u mnie zawsze był osobny pokój). Najczęściej jest tam miejsce gdzie spokojnie można wszystko powiesić, skorzystać z toalety oraz się podmyć, żeby czuć się jak najbardziej komfortowo. Pamiętaj że jeśli lekarz ma wykonywać cytologię to lepiej nie używać żadnego żelu do mycia miejsc intymnych tuż przed badaniem! Wtedy lepsza będzie sama woda. (Tak powiedziała mi moją pani doktor). Jak już zdejmiesz spodnie i się odświeżysz, pora wyjśc z pokoju i wrócić do lekarza. I siadamy na fotel. Nie stresuj się jeśli lekarz będzie Ci mówił że trochę w dół, trochę bardziej w górę. Byłam już tyle razy u ginekologa a zawsze i tak nie usiądę idealnie. A jest to ważne żebyś nie odczuwała dyskomfortu/bólu w trakcie badania oraz by lekarz mógł wszystko zobaczyć. Najczęściej lekarz pomaga usiąść na fotelu, przesuwa "podnóżki"? Nie mam pojęcia jak to się nazywa. Chodzi o tą część fotela na której opieramy nogi 😊 jeśli mamy dłuższą bluzke, albo spódniczek jednorazową.

Badania.

Jak już siedzisz wygodnie, albo średnio wygodnie na fotelu ginekologicznym rozpoczyna się badania. Lekarz wkłada wziernik ginekologiczny aby wewnętrzna część narządów płciowych była lepiej widoczna i aby mógł sprawdzić czy nic tam się nie dzieje. Później dotykowo przeprowadza dalszą część badania. Dotykając również baz brzuch od zewnątrz. Bach i już po badaniu. Trwa może 2 minuty. Składami nogi, schodzimy z fotela. Błagam tylko ostrożnie, bo to nie takie łatwe, ja kiedyś prawie spadłam 😊.

Po badaniu.

Od razu po badaniu idziemy się ubrać. Ja wtedy też się odświeżam, ponieważ wszędzie czuje zapach rękawiczek które lekarz miał na sobie, a tego zapachu nie lubie. I już ubrane wchodzimy do gabinetu na dalszą część rozmowy.

Rozmowa - część druga

Często jest tak że lekarz już w trakcie badania mówi czy wszystko jest w porządku itd. ale część lekarzy mówi dopiero wtedy gdy już wracamy do nich ubrane. W razie potrzeby to moment na zlecenie badań. Na wszystkie Twoje pytanie które się pojawiły. Jeśli lekarz sam nie powie warto również zapytać kiedy mamy zgłosić się na kolejną wizytę.

Od co. Czy to straszne? Absolutnie nie. Może nie jest to najprzyjemniejsza rzecz na świecie, ale straszna tym bardziej nie jest. Wcale nie ma się czego bać i zawsze można zapytać lekarza co teraz będzie robił.

Kilka cennych uwag:

- nie zakładaj sukienki. Ginekolodzy czasem chcą zbadać również nasze piersi, a są takie sukienki które trzeba zdjąć a nie da się ich opuścić, więc sytuacja jest mało komfortowa.
- ‎jesli coś cię niepokoi mów smialo nawet jeśli wydaje Ci się że to blachosta. Lekarz jest od tego żeby Ci wytłumaczyć.
- ‎nie spinaj mięśni podczas badania, może ono być wtedy niekomfortowe albo bolesne.
- ‎jesli coś Cie zaboli powiedz lekarzowi. Albo jesteś bardziej wrażliwa i lekarz będzie bardziej uważał, albo jest tam coś co trzeba zbadać dokładniej.
- ‎pamietaj, to tylko lekarz j takie widoki ma codziennie.
- ‎wiem że są różni lekarza, jeśli trafisz na złego, zmień go i znajdź takiego który Ci odpowiada.
Zwolnij a może nawet się zatrzymaj

Zwolnij a może nawet się zatrzymaj


Powiesz wariatka. Do czego mnie nakłania. Przecież życie jest takie krótkie, tak szybko ucieka. Jak mam zatem stanąć w miejscu i nie pędzić na przód? Wszyscy pędzą. Jeśli ja przestanę do niczego nie dojdę. Nic w życiu nie osiągnę. Będę ostatni z ostatnich bo stoję w miejscu zamiast iść na przód.

A ja nadal twierdzę, że warto czasem się zatrzymać, dać sobie czas na przemyślenie, na regenerację.

Gdy cały czas biegniemy do przodu, bez momentu wytchnienia robimy sobie tak na prawdę ogromną krzywdę z której może w tym miejscu nie zdajemy sobie w 100% sprawy. Ale za pewien czas gdy już nie będziemy mogli wrócić do tych chwil to co straciliśmy przepadnie na zawsze. 

W dzisiejszym świecie towarzyszy nam ciągły pośpiech, ciągłe dążenie do celu. W wielu branżach liczą się tylko cyferki, wyniki, nie liczą się ludzie ich uczucia i to ile pracy włożyli by osiągnąć to co osiągnęli bo to nie ważne skoro nie było 100% celu. Co z tego, że więcej nie dało się zrobić. Nie ma 100% jest źle a ile pracy to kosztowało Nie istotne. Ma być 100% celu nie 99%. 

Panuje moda na wielozadaniowość. A tak na prawdę nie wszystkie zadania mogą być wykonywane w ten sposób bo żadne nie będzie wykonane dobrze. Okej przyznaje, nie jestem w 100% przeciwna tej metodzie i czasem sama ją stosuje ale staram się to kontrolować i nie stosować jeśli któreś z zadań może przez to nie być wykonane tak jak powinno. Nie da się przecież grać z dzieckiem w grę i pisać artykułu do pracy w tym samym czasie. Bo ani artykuł nie będzie dobry ani dziecko nie będzie zadowolone z zabawy. 

Wielozadaniwość którą praktykuje:
robienie makijażu i oglądanie filmików na yt,
zmywanie naczyń i oglądanie serialu,
kręcenie hula-hopem i oglądanie filmu. 
i tym podobne. 

Jesteśmy chwilę po świętach i czy jesteś osobą wierzącą czy nie, najprawdopodobniej był to czas który mogłeś spędzić z rodziną, ba może nawet i w ten sposób go spędziłeś. Ale powiedz mi w jaki sposób? Bo niestety gdy po  świętach weszłam na media społecznościowe to doszłam do przykrych wniosków, że niestety ale większość osób owe święta spędziła owszem w gronie rodzinnym, ale z nosem w telefonie. A teraz pomyśl, czy byś nie żałował swojego zachowania jeśli kolejne święta spędzałbyś w mniejszym gronie. Czasem warto się zatrzymać i czerpać jak najwięcej z tego w jakiej sytuacji się teraz znajdujemy. Korzystać z możliwości rozmowy. 

Jest wiosna (no prawie). A teraz pomyśl czy pamiętasz jeszcze jak wygląda pobliski park? Czy pamiętasz jaki zapach panuje w lesie? Obawiam się, że nie. Ale doskonale wiesz jaki cel obrotowy masz na dany miesiąc i wyliczasz ile Ci zostało do końca. 

Super, że chcesz piąć się po szczeblach kariery. Popieram to w 100% ale pomyśl w jaki sposób to robisz. Czy znajdujesz w tym wszystkim czas, żeby widzieć jak rośnie Twoje dziecko? Czy zauważysz jak zacznie stawiać pierwsze kroki? Czy w tym czasie będziesz podpisywać kontrakt? Nie zrozum mnie źle. Kariera jest super. Ale kontrakt możesz podpisać wcześniej czy później. A żeby zobaczyć jak Twoje dziecko się rozwija czasu nie cofniesz. 

Czy byłeś już w tym roku odwiedzić swoich bliskich? Czy znalazłeś chwilę czasu, żeby pochwalić własnoręcznie wykonaną przez babcie nową serwetkę?

Czy zjadłeś dziś śniadanie? Czy wypijasz już 5 kawę? Może teraz myślisz, że jesteś zdrowy, ale uważasz, że przy takim stylu życia (kawa, stres, wieczne bieganie, mało snu) długo pociągniesz w pełnym zdrowiu?


Zwolnij trochę w tym codziennym pędzie. A jeśli masz taką możliwość to nawet się zatrzymaj. 
Ala tarta z masą z białej czekolady

Ala tarta z masą z białej czekolady



Masz ochotę na coś słodkiego, własnoręcznie zrobionego ale nie masz pomysłu co to może być? Dowiedziałaś/łeś się w ostatniej chwili, że znajomi wpadają? Nie masz czasu na pieczenie ciasta a chcesz zaskoczyć bliskich albo sprawić sobie przyjemność?

Wystarczy, że masz 15 minut, jakąkolwiek formę, lodówkę i kilka potrzebnych składników:


Składniki:


  • Ciasto:
    • Herbatniki 200 gram
    • 100 gram masła.
    • 0,5 łyżeczki soli
  • Masa:
    • 200 gram białej czekolady
    • 200 gram serka mascarpone
    • 3 łyżki soku z cytryny
  • Owoce i słodycze



Przygotowanie:

Herbatniki rozdrabniamy (albo w blenderze, albo wsypujemy w woreczek i tłuczemy na drobno). Masło rozpuszczamy i dodajemy do herbatników. Dodajemy sól. Wszystko mieszamy i wykładamy dowolną blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Najlepiej wyglądałoby gdyby była to forma do tarty, ja taką nie dysponuje więc skończyło się na zwykłej tortownicy ;)

W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę, dodajemy serek mascarpone, sok z cytryny i dokładnie mieszamy. 

Gorącą masę wykładamy na spód z herbatników. Studzimy. Dekorujemy owocami i słodyczami. Wkładamy do lodówki. Najlepiej jeśli poleży ponad 2 godziny, ale i po 30 minutach nadaje się do jedzenia ;)


U mnie pojawiło się kiwi, chociaż mam wrażenie, że z truskawkami/malinami byłoby najlepsze, ale niestety jest zima i świeże owoce są mało dostępne. ;(
Są kawałeczki ptasiego mleczka i kinder bueno.


Uwaga: Masa jest na tyle słodka, że warto dodać coś kwaśnego ;)


Smacznego!

Jeśli zdecydujesz się przygotować tartę będzie mi bardzo miło jeśli mnie oznaczysz i użyjesz #altruistkapoleca
Kwiecień 2018 - kalendarz do druku

Kwiecień 2018 - kalendarz do druku

Zauważyłam, że z miesiąca na miesiąc kalendarz do druku cieszy się wśród Was coraz większą popularnością ;) Co niezmiernie mnie cieszy! Za co bardzo Wam dziękuje! Dzięki temu mam zapał do tworzenia kalendarza na kolejny miesiąc.

Tak jak w kalendarzu na marzec w kwietniowym kalendarzu również pojawiła się informacja o zakazie handlu w dane niedziele ;)






Jak wydrukować kalendarz?


  • Zapisany plik otwórz i wejdź we właściwości drukowania.
  • Upewnij się, że plik będzie drukowany w oryginalnym rozmiarze w orientacji poziomej (A4).
  • Ustaw wysoką jakość wydruku aby kolory były żywe, cyfry wyraźne.
  • Po wydruku odczekaj chwilę aby tusz wysechł. (Szczególnie przy pliku kolorowym)
  • Wypełniał, po swojemu, tak jak potrzebujesz.


Jeśli masz ochotę na mniejszy rozmiar kalendarza, (A5) wystarczy, że prze wydruku zaznaczysz dwa elementy na stronie (lub drukuj wiele na stronie: 2)i wybierzesz orientacje pionową. 



Prawa autorskie zastrzeżone. Nie wyrażam zgody na używanie ich w celach zarobkowych, bez mojej zgody.
Moje oczy - kosmetyki których używam codziennie

Moje oczy - kosmetyki których używam codziennie


Mój makijaż musi być przede wszystkim trwały. Najczęściej maluje się rano, później cały dzień jestem aktywna i nie mam czasu, ani ochoty, na poprawianie co chwilę makijażu. Bardzo rzadko zdarza się, że lubię eksperymentować i nakładać wiele cieni, bawić się w blendowanie itd. Więc na co dzień maluje się tylko tymi kosmetykami. Makijaż oczu zajmuje mi, mniej niż minutę, a na brwi poświęcam 10 min raz na 4 dni czyli regulacja i henna. 

Oczy:
Ostatnio zakochałam się bezgranicznie w cieniu w błyszczyku z YR. Jest genialny, ma delikatny różowy odcień, trzyma się cały dzień, nie rozmazuje się, nawet u mnie, gdy zaczynam kichać bez przerwy. Uwielbiam go! Ostatnio cały czas gości na moich oczach.
Używam jeszcze tuszu do rzęs YR Sexy Pulp, tusz jak tusz, dla mnie ważne, że nie podrażnia. Oraz kredki na linie wodną również Yves Rocher. Zwykła, najprostrza, najlepsza.

Brwi:
Jestem zbyt leniwa by codziennie malować brwi. A poza tym lubię wyglądać dobrze od razu gdy wstaje. Niestety natura nie obdarzyła mnie pięknymi gęstymi brwiami, więc ratuje się henną. W moim przypadku to henna delia cosmetics ciemny brąz. Przyznam się również do tego, że mam problem z nadaniem moim brwią odpowiedniego kształtu. Więc co jakiś czas chodzę do kosmetyczki na hennę razem z regulacją, a później dla podtrzymania efektu sama hennuje i reguluje sobie brwi. Gdy kształt przestaje już być taki idealny jak na początku, odwiedzam kosmetyczkę ponownie. Wreszcie trafiłam na taką po wyjściu od której jestem zawsze zadowolona. MO, polecam! Dla mnie również ogromnym plusem jest możliwość rezerwacji wizyty za pomocą aplikacji/strony internetowej moment.pl. Bo to ja patrze kiedy kosmetyczka ma wolne i dopasowuje to sobie pod swoje plany.


A Ty? Lubisz na codzień poświęcać dużo czasu na makijaż czy jesteś teamleń ;)
Pozbądź się toksycznych znajomych

Pozbądź się toksycznych znajomych



Kilka lat temu, jeszcze na starym blogu napisałam tekst o toksycznych znajomych, ich wpływie na nas oraz tym jak się ich pozbyć. Trochę się u mnie w życiu od tego czasu pozmieniało. Ja zmieniłam swoje podejście do wielu spraw i zderzyłam się z rzeczywistością. Dziś postanowiłam zrobić drugie podejście do tego tekstu. Nie ukrywam,  że jest trudne. Bo temat okazał się trudniejszym niż myślałam to kilka lat temu.

Kim są toksyczni znajomi?

Ludźmi którzy wysysają z Nas energię, przez których stajemy się bezproduktywni, nie robimy tego co byśmy chcieli w danym momencie. Toksyczni znajomi mają to do siebie, że nie działają wprost. Często są naszymi najlepszymi przyjaciółmi ale mówią takie rzeczy przez które czujemy się źle. Obgadują innych do nas. Często manipulują nami i innymi, wpędzając w poczucie winy. Siebie stawiają na piedestale, zawsze chcą być najważniejsi i nie liczą się ze zdaniem innych. Zabierają nam tak cenny w dzisiejszych czasach czas, oraz pewność siebie, krytykując, często bezpodstawnie, ale najczęściej tak by nas upokorzyć, czyli nie na osobności ale przy wszystkich.
Tyle z teorii. A jak jest w praktyce?
Bardzo podobnie. Toksyczni znajomi to ci opisani wyżej. I z tym nadal się zgadzam. Ale dla mnie toksycznymi znajomymi są również osoby, które ciągle narzekają. Ja wiem każdy może mieć gorszy dzień/okres w życiu, ale kurde nie cały czas. 


Co zrobić by poczuć się lepiej?

Odciąć się od toksycznych znajomych.
I tak było w moim poprzednim tekście. Życie jednak weryfikuje swoje i nie zawsze mamy możliwość odcięcia się od toksycznych osób. (Tak wiem, zaraz ktoś mi powie, że zawsze, ale ja powiem, że wtedy możemy stracić więcej niż tracimy przebywając z takimi osobami).

Więc co zrobić?

Odciąć się od tych ludzi od których mamy taką możliwość (bo to najłatwiejsze i najprzyjemniejsze tak na prawdę rozwiązanie). A jeśli chodzi o ludzi z którymi z różnych powodów jesteśmy zmuszeni przebywać, to pozostaje nam rozmowa z nimi. Powiedzenie, że hej, ja też tu jestem i nie mam ochoty, żebyś obgadywał tą dziewczynę, masz coś do niej, powiedz jej wprost. Przynajmniej dla mnie  obgadywanie innych jest mega, ale to mega toksycznym działaniem (jeśli nie reaguje, działa toksycznie na mnie). Czasem, jeśli nie jesteśmy bardzo zależni, można część zachowań takiej toksycznej osoby po prostu ignorować. Jeśli zaczyna jej się setny raz w danym tygodniu akcja marudzenia, po prostu zajmijmy się czymś innym. Od co. Będzie nam łatwiej. A pomimo, że jestem za tym żeby pomagać, to jeśli ktoś pyta o radę, później robi zupełnie inaczej i znów się żali a sytuacja ponawia się, to kurde. Przestań mnie zadręczać swoimi problemami, są psychologowie. 

Odcięcie się od takich ludzi będzie trudne. Ale kto powiedział, że droga na szczyt jest łatwa? Nikt. Toksyczni znajomi często będą pytać, czemu? Jest szansa, że zaczną nas wpędzać w poczucie winy, że Oni zachowują się w ten sposób przez nas, że tak na prawdę to nasza wina. NIE. Każdy zachowuje się tak jak chce. Albo tak jak powinien w danej sytuacji ale w granicach swojej etyki. To tak jak z Gombrowiczowską gębą. Każdy zachowuje się po swojemu, owszem w różnych sytuacjach inaczej, ale to on decyduje o swoim zachowaniu.

Pamiętaj, życie jest za krótkie, by spędzać je z ludźmi którzy nas krzywdzą.


A Czy Ty, już pozbyłeś się toksycznych znajomych?
Zakaz handlu w niedziele

Zakaz handlu w niedziele

O zakazie handlu w niedzielę słyszę co chwilę. Przyznam szczerzę, że już mam tego trochę dosyć. Ale z drugiej strony wiem, że wiele osób nadal nie wie kiedy może iść do sklepu a kiedy odbije się od zamkniętych drzwi. Z tego powodu postanowiłam przygotować dla Was post na ten temat, w którym pojawia się ściąga kiedy nie zrobimy zakupów oraz co myślę na temat owego zakazu.

Kiedy nie zrobimy zakupów? 

W niedziele w które obowiązuje zakaz handlu oraz w święta. Wolnymi niedzielami od zakazu handlu są pierwsza i ostatnia niedziela danego miesiąca chyba, że wypada w nią święto Kościelne/Państwowe które już wcześniej było wolne od handlu. Wyjątek stanowi Grudzień gdzie dwie przedświąteczne niedziele również będą pracujące. 


Marzec: 11, 18.
Kwiecień: 1 (Wielkanoc), 2 (Lany Poniedziałek), 8, 15, 22.
Maj: 1 (Święto Pracy), 3 (Dzień Konstytucji 3 Maja), 13, 20 (Zielone Świątki), 31 (Boże Ciało).
Czerwiec: 10, 17.
Lipiec: 8, 15, 22.
Sierpień: 12, 15 (Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny), 19.
Wrzesień: 9, 16, 23.
Październik: 14, 21.
Listopad: 1 (Wszystkich Świętych), 11 (Narodowe Święto Niepodległości), 18.
Grudzień: 9, 25 (Boże Narodzenie - dzień pierwszy), 26 (Boże Narodzenie - dzień drugi).


W moim kalendarzu do druku na Marzec i każdy kolejny miesiąc pojawiło się oznaczenie niedziel z zakazem handlu. Więc jeśli z niego skorzystasz możesz mieć pewność, że będzie Ci łatwiej odnaleźć się w zakazie handlu w niedziele ;)


Co myślę o zakazie handlu w niedziele?

Mam to głęboko gdzieś i jest mi mocno obojętne czy on jest czy nie. Jedyne co to nie zgadzam się, że dzięki/przez to mamy większą wolność. Bo nie mamy ;) To ograniczenie a nie wolność. Więc nie podoba mi się gdy toś używa takiej linii obrony tej ustawy. 
Pracuje w handlu, również w niedzielę i nie uważam tego za złe rozwiązanie, dlatego, że dzięki temu mam wolne w tygodniu, dzięki czemu nie mam problemu z załatwieniem jakichkolwiek spraw urzędowych. (Mój M, pracuje od poniedziałku do piątku, więc jeśli potrzebuje udać się do urzędu, lekarza, musi wykorzystywać dzień z urlopu). To tylko dwie niedziele więc nadal będzie kilka dni wolnych w tygodniu, dlatego na razie się tym nie przejmuje ;)
Jeśli chodzi o robienie zakupów, to po prostu trzeba się będzie przyzwyczaić i tyle. Kiedyś sklepy zawsze były zamknięte w niedziele i ludzie nie umierali z głodu ;] dlaczego teraz ma być inaczej?


A Ty? Jesteś zadowolony ze zmiany? Czy może wręcz przeciwnie?
Lunch box - sałatka z kaszy gryczanej

Lunch box - sałatka z kaszy gryczanej


Dziś mega szybki pomysł na zdrowy, szybki i pyszny pomysł na lunch box do pracy/ do szkoły/ na uczelnie.

Składniki:


  • pół torebki kaszy gryczanej,
  • kawałek białego tłustego* sera,
  • mini marchewki.


  • Sól + pieprz + bazylia do smaku.


Przygotowanie:


  • Kaszę gotujemy według przepisu na opakowaniu, czekamy aż ostygnie. (u mnie to pozostałość z obiadu).
  • Marchewkę podsmażamy na teflonowej patelni z przyprawami, czekamy aż ostygną.
  • Ser biały kroimy/łamiemy na małe kawałki
  • Wszystkie składniki przekładamy do pojemnika i zabieramy do pracy lub wkładamy do lodówki ;)

*do tej potrawy na prawdę najlepiej pasuje tłusty ser biały, chudy ani półtłusty nie ma w sobie tak dużo smaku oraz nie jest tak delikatny w strukturze ;)

Smacznego!
Wyrywanie ósemki - ekstrakcja. Moje wrażenia tuż po

Wyrywanie ósemki - ekstrakcja. Moje wrażenia tuż po


Wczoraj o 11 przeżyłam chwilę grozy. A tak naprawdę chwilę grozy przeżywałam dużo wcześniej, zawsze gdy tylko wiedziałam co mnie niedługo czeka. Naczytałam się miliona pięciuset strasznych historii. Więc jak tylko usiadłam na fotelu myślałam, że umrę. A jak było później? Co się działo i czy chirurg szczękowy to na prawdę taki koszmar? 
O tym zaraz, ale zacznijmy od początku.


Dlaczego usuwałam ósemkę?

Od ponad miesiąca miałam problem z dziąsłem znajdującym się przy górnej lewej ósemce. Na szybko szukałam dentysty który mnie przyjmie bo dziąsło zaczęło bardzo boleć, nie tak jak zwykle gdy owo ósemka po prostu rosła. Okazało się, że mam stan zapalny. Dostałam antybiotyk, leki i zalecenie, że jeśli nie przejdzie to do chirurga szczękowego. Dobra modliłam się, żeby przeszło bo chirurg szczękowy, brzmiało źle. Udało się. Przeszło! Ale po jakimś czasie problem powrócić. Stosowałam Dentosept, płukałam buzie szałwią i jakoś było. Czekałam na wizytę u dentystki. Do tego czasu ból przeszedł, początki kolejnego stanu zapalnego również. Ale doprowadziło do tego, że sam zapach szałwii powoduje u mnie obrzydzenie. 13.01 dostałam się do dentystki, potwierdziła, że trzeba wyrwać, bo stan zapalny będzie ciągle powracał i nie do końca jest miejsce na pełne wyrośnięcie tej ósemki, bo mam za małą buzie. Padła decyzja, trzeba usunąć. Miałam zrobić prześwietlenie (postanowiłam się z Wami podzielić tym intymnym zdjęciem na górze) i wrócić do niej. Okazało się, że jest zbyt blisko (bądź w) zatoki i ona nie podejmuje się wyrwania jej ;o. Dostałam namiary na poradnie chirurgiczną do której miałam się umówić. 

Od umówienia wizyty do wizyty.

Przyznaje się bez bicia, szukałam w internecie opinie na temat poradni, oraz jak wygląda cały zabieg ekstrakcji (wyrywania) zęba. Nigdy nie miałam, z zębami żadnego problemu, ba nie mam ani jednej dziury w zębie, a co dopiero mowa o wyrywaniu, nie mam żadnego doświadczenia w tej kwestii a zawsze lubię wszystko wiedzieć. Opinie o poradni były bardzo podzielone, jedyne co z nich wywnioskowałam, to leczyć zębów tam nie warto, ale wyrywać to po potrafią świetnie. Niestety o samym zabiegu nie było tak kolorowo. Dodatkowo moja ósemka znajdował się blisko lub w zatoce. A o takich zabiegach to już lepiej nie czytać. Krwotoki, permanentne szycie i stwierdzenia, że takie rzeczy to tylko pod narkozą bo inaczej będzie koszmar. 

Ósemka w lub blisko zatoki.

Moja dentystka, pomimo że wyrywa górne ósemki, nie podjęła wyrwania się mojej, ponieważ po zdjęciu pantomograficznym stwierdziła, że znajduje się ona w zatoce lub bardzo blisko niej i że lepiej żeby zrobil to chirurg szczękowy. Bardzo cenie sobie lekarzy którzy potrafię skierować do innego, a nie sami mówią, że dadzą radę chociaż nie są tego pewni. Stąd wielki podziw i zadowolenie z pani Katarzyny Góry. Czy ósemka rzeczywiście znajdowała się w/przy zatoce, nie wiem. Po zabiegu byłam w takim szoku, że nawet nie byłam w stanie zapytać. 

Jak wyglądał sam zabieg?

Nie tak strasznie jak myślałam.
Dałam płytę ze zdjęcie RTG, usiadłam spanikowana na fotelu, pani zajęła się płytą i przygotowała narzędzia, a chirurg obejrzał zęba, później poszedł obejrzeć zdjęcie, zapytał tylko jakie chce znieczulenie (wybrałam wersję dodatkowo płatną, 50 zł, czyli silniejsze, nierefundowane znieczulenie, bo chciałam uniknąć bólu). Chirurg wbił mi strzykawkę w dziąsło od zewnętrznej strony 2/3 razy, później w podniebienie, co odrobinę zabolało. Ja dostałam do podpisania papiery. Po jakiś trzech może czterech minutach, chirurg zapytał czy drętwieje mi buzia, odpowiedziałam, że trochę tak. Po około minucie podszedł, założył rękawiczki, wziął narzędzie przypominające pęsetę do maszyny, włożył mi w buzię. Mam wrażenie, że przejechał mi naokoło zęba, oby odsunąć dziąsło, po czym usłyszałam delikatne pyknięcie, a ząb wylądował koło mnie, na tatce. Lekarz zapytał czy bolało. Byłam w takim szoku, że nawet się nie odezwałam. Włożył mi gazik do buzi i powiedział, żebym przygryzła. Po przygryzieniu, delikatnie wymamrotałam, że w sumie to nie bolało.  Dostałam jeszcze karteczkę z zaleceniami, podziękowałam i poszłam zapłacić do recepcji za znieczulenie. 
I było już po wszystkim.

Jak czuje się dobę po zabiegu?

Zacznę od tego jak było po samym zabiegu. Nie czułam nic. Delikatnie wyciągnęłam gazik, przez około dwie do trzech godzin miałam delikatnie zdrętwiałą buzię. Później było coraz lepiej. Jak już mogłam jeść, zjadłam duże lody na dwa razy, bo okazało się, że na raz to jednak jest za zimno ;D wzięłam zapobiegawczo tabletkę przeciwbólową. Wieczorem rozbolała mnie głowa więc wzięłam drugą tabletkę. Dziś gdy rano wstałam, okazało się, że tak na prawdę prawie wcale nie boli. Zjadłam delikatne śniadanie (postawiłam na chleb tostowy bo nie ma żadnych ostrych krawędzi które mogłyby uszkodzić dziąsło) i już ;) Tak sobie normalnie żyję. Co prawda nadal nie piję mojej ulubionej gorącej herbaty bo się trochę boję, ale myślę, że już nie długo ;) 
Czuję delikatny ból, ale normalnie mogę mówić, jeść, pić, nic nie jest opuchnięte więc myślę, że będzie dobrze ;)


Jeśli czytasz ten wpis bo masz mieć wyrywaną ósemkę, mogę powiedzieć Ci tylko jedno! Głowa do góry!



* nie mam przekrzywionych zębów, tak może się wydawać, ponieważ na zdjęciu jest górna lewa 8 i dolna prawa 8 ;) pozostałymi dwiema na szczęście natura mnie nie obdarzyła ;D

Jak oszczędzać na jedzeniu

Jak oszczędzać na jedzeniu


Jak oszczędzać na jedzeniu?

Jednocześnie jedząc dobrze, zdrowo i smacznie?


Zaraz usłyszę, że się nie da. Jeśli chcemy jeść dobrze to nie możemy oszczędzać. A i nie prawda. Możemy. Ba, wcale nie jest to takie trudne jak mogłoby nam się wydawać. To wpis o oszczędzaniu na jedzeniu, ale o oszczędzaniu nie tylko pieniędzy ale również o oszczędzaniu czasu.

Są na to bardzo, ale to bardzo proste metody. Które nie są tajemnicą, nawet pozwolę sobie powiedzieć, że są przekazywane z pokolenia na pokolenie, tylko nie każdy chce z tego korzystać.



  • Kupuj dobre produkty.

Czasem droższe jedzenie jest lepsze. I w smaku i w jakości. Jeśli tańsze ziemniaki są takie sobie i trzeba połowę wyrzucić to często bardziej opłaca się kupić te trochę droższe które zjemy praktycznie całe. 


  • Planuj posiłki.

Tak, pierwszym punktem oszczędzania, jest planowanie posiłków. Zabrzmi to absurdalnie, bo musimy usiąść i poświęcić na to czas, ale ten czas później zaoszczędzamy, bo jedziemy na zakupy dwa razy w tygodniu a nie codziennie. I codziennie nie musimy się głowić nad tym co zrobić na obiad. Oszczędność czasu jest. Pieniędzy również, patrz niżej.


  • Sprawdzaj promocje.

Byle nie nałogowo ;) Pomyśl w których sklepach robisz najczęściej zakupy. Które są Ci najbardziej po drodze i z których sklepów produkty przypadły Ci do gustu. Lubisz ich smak. Ja patrząc co jest w promocji w danych dniach/tygodniach planuje co będzie na obiad. Z promocjami wiąże się też:


  • Kupuj na zapas.

Ale tylko sprawdzone produkty, te które wiesz, że wykorzystasz, które lubisz i których często używasz. Jeśli mam jakieś ulubione produkty i wiem, że je zużyje, lubię kupić więcej. Makaron może poleżeć w szafce, najczęściej ma długą datę, więc wiem, że go zużyje. Mięso można zamrozić, albo zrobić więcej jedzenia i je zamrozić. Z drugiej strony:


  • Nie kupuj za dużo.

Nie kupuj zbyt wielu produktów, szczególnie z krótkim terminem przydatności do spożycia, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie zdążysz ich zjeść i polecą do kosza. Nie kupuj za dużo ale w szczególności:


  • Nie otwieraj podobnych produktów na raz.

Nie mów, że nigdy nie zdarzyło Ci się otworzyć dwóch serków. Po czym jeden się psuł i bach do kosza. Po co? To Twoje pieniądze. Nie mówię, że masz jeść popsute, podejrzane czy po dacie. Stanowczo jestem temu przeciwna bo zdrowie jest ważniejsze, a leki droższe niż ten serek. Mówię tylko, żebyś nie otwierał za dużo produktów na raz ;)


  • Sprawdzaj daty.

To bardzo ważne szczególnie przy większych zakupach. Jeśli Twoje ulubione serki są w promocji, sprawdź do kiedy mają daty.


  • Gotuj więcej:

Oszczędność pieniędzy to jedno, ale miało być jeszcze o oszczędności czasu. Jeśli robisz praco i czasochłonny posiłek, przygotuj go więcej. Później wystarczy zapakować w pudełka/woreczki strunowe i zabrać do pracy lub zamrozić. Wtedy gdy nie masz czasu (albo ochoty) robić obiadu, wystarczy, że wcześniej przygotowaną potrawę wyciągniesz z zamrażalnika i odgrzejesz.
Jeśli ugotujesz więcej łatwiej Ci będzie zorganizować następny punkt.


  • Zabieraj jedzenie do pracy/szkoły.

Po pierwsze wyjdzie Ci to na zdrowie, po drugie Twój portfel Ci za to podziękuje. Wystarczy, że zrobisz jedną/dwie porcje więcej, spakujesz do pudełka i masz ;) Nie wspomnę nawet o zazdrości współpracowników którzy patrzą jak jesz pyszne domowe mięsko w sosie z kaszą a oni wcinają niekoniecznie dobre danie kupione w fast foodzie bo tylko jego mieli pod ręką.



A Ty oszczędzasz na jedzeniu? Co robisz aby oszczędzać? Jaki jest Twój ulubiony patent?
Marzec 2018 - kalendarz do druku

Marzec 2018 - kalendarz do druku

Zaraz marzec, jak ten czas szybko leci. A pamiętam jak zastanawiałam się czy kliknąć "opublikuj" z wpisem o kalendarzu na styczeń 2018r. Kliknęłam i to był strzał w 10. Nie spodziewałam się, że spotka się z tak dużym zainteresowaniem. Nawet nie wiecie jaka jestem szczęśliwa! Zabieram się więc za pracę, żeby Tworzyć dla Was więcej plików do druku. A dziś kalendarz na Marzec 2018 ;)

Czym się różni od Stycznia i Lutego?

Przede wszystkim tym, że od marca wprowadzone są nowe przepisy i obowiązuje zakaz handu we wszystkie niedziele oprócz pierwszej i ostatniej niedzieli miesiąca. Żeby się w tym nie pogubić dodałam znaczek w kalendarzu (przekreślony wózek sklepowy), oznaczający zakaz handlu, czyli te niedziele w które nie zrobimy zakupów (no dobra, część sklepów na pewno będzie otwarta, ale mało które ;))



Jak wydrukować kalendarz?


  • Zapisany plik otwórz i wejdź we właściwości drukowania.
  • Upewnij się, że plik będzie drukowany w oryginalnym rozmiarze w orientacji poziomej (A4).
  • Ustaw wysoką jakość wydruku aby kolory były żywe, cyfry wyraźne.
  • Po wydruku odczekaj chwilę aby tusz wysechł. (Szczególnie przy pliku kolorowym)
  • Wypełniał, po swojemu, tak jak potrzebujesz.


Jeśli masz ochotę na mniejszy rozmiar kalendarza, (A5) wystarczy, że prze wydruku zaznaczysz dwa elementy na stronie (lub drukuj wiele na stronie: 2)i wybierzesz orientacje pionową. 



Prawa autorskie zastrzeżone. Nie wyrażam zgody na używanie ich w celach zarobkowych, bez mojej zgody.
Za co kocham Google Keep

Za co kocham Google Keep

Znalezione obrazy dla zapytania google keep

O tym, że korzystam z Google Keep mogliście się już przekonać gdy czytaliście wpis o aplikacjach na telefon których używam. To moje odkrycie minionego roku. Zakochałam się w nim ale stanowczo nie od pierwszego wejrzenia. Google Keep ma wiele funkcji, o których nigdy wcześniej nie wiedziałam. A co najważniejsze jest "lekki", nie zacina się, szybko się ładuje, oraz jeśli w telefonie mamy widżet nie musimy mieć połączenia z internetem aby wiedzieć zapisaną notatkę. 


Co notuje w Google Keep?

Wszystko. I to na prawdą nie żart. Ostatnio zastanawiałam się czego jeszcze tu nie notowałam i ciężko było mi coś takiego wymyślić. Zdarzało mi się nawet notować rzeczy które normalnie notuję w innych aplikacjach w czasie gdy resetowałam system w telefonie i nie wszystko ogarnęłam. Po prostu Google Keep mam zawsze przy sobie. Niezależnie od tego, czy mam dostęp do internetu mogę korzystać z aplikacji na telefonie, która automatycznie zaktualizuje notatki po znalezieniu się w zasięgu sieci internetowej. Najczęściej jednak zapisuje:
  • przepisy które znalazłam w internecie i czekają na wypróbowanie,
  • listy zakupów,
  • listy zadań na dany dzień,
  • pomysły na posty,
  • zarysy postów na bloga,
  • proste triki do przetestowania (np. dotyczące sprzątania),
  • badania naukowe które chcę wykorzystać,
  • pomysły na zdjęcia,
  • dane do przelewów, 
  • i wiele wiele innych.


Jakie notatki możemy sporządzić?

  • Tradycyjna notatka -  czyli zwykły tekst. Możemy w ten sposób zamieszczać fragmenty artykułów do przeczytania, przepisy. 
  • Lista - lista w której możemy odznaczać zrealizowane punkty. Zostają one wtedy przekreślone oraz trafiają na koniec listy. Najczęściej używane do tworzenia list zadań oraz list zakupów. 
  • Notatka z rysunkiem/obrazem/zdjęciem - możemy wkleić do notatki dowolną grafikę. Może to być zdjęcie (np. potrawy której dotyczy przepis)


Każdej notatce możemy dodać etykietę, możemy zmienić również jej kolor przez co już na pierwszy rzut oka będziemy wiedzieli czego dotyczy dana notatka. 


Przydatne funkcje o których być może nie wiedziałeś:

  • Etykiety - każdej notatce możemy nadać etykiety, dzięki nim poprzez wyszukiwarkę na górze w bardzo łatwy i szybki sposób możemy znaleźć interesujące nas rzeczy. Jeśli zapisujemy przepisy, wystarczy do każdej notatki z przepisem dodać etykietę "kuchnia", dzięki czemu po wpisaniu w wyszukiwarkę hasła, od razu wyświetlą nam się wszystkie posty z przepisami. 
  • Przypomnienia - tak, możemy ustawić sobie przypomnienie. Co więcej nie musi ono wiązać się z konkretnym czasem, może wiązać się z konkretną lokalizacją. Czyli jeśli wiemy, że wracając z pracy do domu powinniśmy wstąpić do sklepu i kupić chleb, nie musimy zastanawiać się o której godzinie tam będziemy i ustawiać przypomnienia/budzika, wystarczy że zaznaczymy odpowiednią lokalizację i aplikacja sama nam przypomni. 
  • Przypięte notatki - czyli te które będą wyświetlały się na samej górze strony. Bardzo przydatne jeśli tworzymy np. listę zakupów oraz zadań do zrobienia, aby od razu po włączeniu aplikacji mieć do niej dostęp. 
  • Współpraca z innymi produktami Google - notatki przygotowane w Google Keep mogą posłużyć nam przy tworzeniu np. dokumentu. Możemy bezpośrednio tworząc dokument, w oknie dokumentu otworzyć z prawej strony listę z GK i od razu przeciągać całe notatki lub tekst do dokumentu. 

A Ty, korzystasz z Google Keep? Organizujesz się za pomocą aplikacji? Która jest Twoją ulubioną?
Planowanie posiłków - czy to ma sens?

Planowanie posiłków - czy to ma sens?


Jakiś czas temu zainspirowana przez Niebałagankę postanowiłam planować posiłki na cały tydzień. Skoro wiele kobiet to robi to czemu ja nie mogę? Pomyślałam. Wreszcie będę wiedziała co ugotować i nie będę sfrustrowana, że znowu nie mam pomysłu na obiad. Tak. Taka był pierwsza myśl, poczekałam na weekendu, bo przy wielu rzeczach które działy się w tamtym okresie czasu, stwierdziłam, że będzie to dobry moment, chwila spokoju, czas na zaplanowanie.


Jak było w rzeczywistości?

Pierwszy tydzień:

To była istna masakra. Nie żartuje. Usiadłam nad kartką i bum. Nic, zero, jeszcze większa pustka niż gdy tego samego dnia miałam coś wymyślić. Utrudnieniem było, że chciałam urozmaicone dania. No bo skoro już planuje, to zjedzmy część obiadów z mięsem, cześć bez, zupy i może rybę? Nie pomagały wpisy o pomysłach na obiad, listy dziewczyn które już planują, bo przepisy albo nie w naszym klimacie, albo nie dostosowane do naszego czasu pracy. Istna tragedia. Nie pomagało nic. Siedziałam chyba z 3 godziny (no dobra z przerwami) partner też nie pomagał, rzucił jedną propozycje i koniec. Ale jest, udało się, powstał pierwszy plan jedzenia na cały tydzień! No dobra, jedzenia to za dużo powiedziane, znajdowały się tam tylko obiady lub obiado-kolacje. Wszystko uzależnione od godzin pracy.

Drugi tydzień:

Było o niebo lepiej. Dlaczego? Bo gdy tylko wpadł mi do głowy pomysł na obiad, zapisywałam go w Google Keep, bez kolejności, bez dopasowywania do dni. Od tak, po prostu, to co lubimy zjeść. Więc drugi tydzień poszedł z górki, trochę czasu zajęło mi dopasowanie tego do godzin pracy a chęci niejedzenia podobnych dań kilka dni z rzędu, ale udało się!

Trzeci tydzień:

Zaplanowany, dziś mija czwarty dzień owego tygodnia i wszystko jest pięknie. Mam wrażenie, że teraz planowanie posiłków to będzie łatwizna i cieszę się, że nie zniechęciłam się na początku.


Co mi to daje?

Wiem co zrobię na obiad - brak frustracji.

Tak brzmi to banalnie, ale gdy nie planowałam posiłków codziennie, nie wiedziałam co mam zrobić na obiad i zamiast myśleć o czymś innym myślałam co zrobić na obiad. A jak już coś wymyśliłam to po pracy musiałam jeszcze iść na zakupy by kupić składniki. 

Zakupy! - oszczędność i wygoda.

No właśnie. Tak jak wyżej napisałam, po pracy musiałam iść na zakupy, nie zawsze (choć pracuje w CH) chciało mi się wchodzić na halę, stać w kolejkach, spóźnić się na autobus do domu i być jeszcze później, by kupić składniki na obiad. A zakupy w małych okolicznych sklepikach rujnowały nasz budżet. Co prawda nie robimy wielkich zakupów raz w tygodniu. Może kiedyś spróbujemy ale na razie się to u Nas nie sprawdza. Ale mój M, może w drodze z pracy podjechać i kupić coś co potrzebujemy na obiad np. za dwa dni. Czasem przy ustalaniu menu, patrzę, jakie produkty będą w promocji w sklepach w których robimy zakupy i pod to układam plan posiłków. 

Jemy bardziej różnorodnie - a przez to zdrowiej.

Stanowczo dwie zupy, dwa/trzy dania mięsne, jedno bez mięsne i ryba w tygodniu to zdrowsze rozwiązanie niż 5 obiadów z dodatkiem mięsa. Bardziej zwracam też uwagę, aby mniej obiadów było z ziemniakami (tak jesteśmy ziemniakolubni i nie, nie chce z nich rezygnować, chcę żeby było bardziej różnorodnie) a więcej z makaronem,  kaszą, ryżem.


Jak zacząć?

Na pewno nie tak jak ja. Polecam spisać listę potraw które lubimy, umiemy zrobić i jeśli pracujemy, które są mało praco i czasochłonne. Rozpisać godziny pracy i pomyśleć które dania pasują do naszego grafiku w który dzień. Warto też zastanowić się czy część obiadu którą przygotowujemy jednego dnia nie nadaje się na następny. Jednego dnia żurek z białą kiełbasą, a drugiego dnia zapiekana biała kiełbasa z przyprawami. Rosół -> pierogi z mięsem z rosołu itd. Zaplanować i gotować.



Jak planuję?

Na zwykłej kartce (no może nie do końca, na takiej która wpadł mi w ręce, obecnie z Regionalnego Centrum Informacji Europejskiej w Łodzi 😆). Wypisuje dni tygodnia, obok wpisuje moje godziny pracy (M zawsze pracuje tak samo, do 17), pytam M, czy ma ochotę na coś specjalnego do jedzenia w tym tygodniu. (Stanowczo muszę precyzować i pytać o coś specjalnego do jedzenia, inaczej wychodzi zabawnie ;D). Staram się dopasować obiady do tego na co mamy ochotę, żeby były zróżnicowane, do tego jak pracuje i kto w efekcie finalnym owy obiad będzie przygotowywał. Każdy z Nas czuje się lepiej w innych daniach. Noszę się z zamiarem zrobienia specjalnych kart na których będę planować, ale czekam czy metoda planowania sprawdzi się u mnie i sprawdzam jaki arkusz będzie optymalny.


Bez spiny.

A na koniec najważniejsze. Nie spinać się, żeby wszystko było idealnie. Zawsze jakiś obiad można zamienić, przełożyć. Czasem za dużo zostanie z poprzedniego dnia, więc wolimi zjeść to niż robić kolejny no i super, oszczędzamy, czas i pieniądze ;) Ale gdy nie mamy ochoty zjeść tego co zostało zawsze można to zamrozić (no dobra prawie wszystko można zamrozić). Będzie jak znalazł na kiedy indziej, gdy nie będzie czasu na gotowanie.

Podejmiesz wyzwanie planowania posiłków?
Internetowe porządki - skrzynka e-mail

Internetowe porządki - skrzynka e-mail

Follow my blog with Bloglovin


Cześć! Przyszła pora na internetowe porządki.
Po tym jak ostatnio przegapiłam ważnego e-maila, postanowiłam, że trzeba z tym skończyć! Trzeba zabrać się za internetowe porządki. Na pierwszy ogień idzie moja skrzynka e-mail. To będzie trudny przeciwnik, ale muszę z nim wygrać. Moja poczta znajduje się na gmail.com, a właściwie na dwóch innych portalach, ale pobieram ją na konto google, bo z niego o wiele łatwiej się korzysta.
Na górze widzicie jak wygląda moje konto po generalnych porządkach, a poniżej macie wyjaśnione jak to zrobić, oraz z czego korzystam aby ułatwić sobie to zadanie. ;)




Jak zabrać się za porządek na e-mailu?

  1. Wypisz się ze wszystkich subskrypcji z których i tak nie korzystasz. Nie jest to najłatwiejszy punkt do realizacji najczęściej wiąże się ze żmudnym wchodzeniem w każdego e-maila i szukanie informacji jak możemy wypisać się z subskrypcji. 
  2. Skasuj e-maile z subskrypcji z których nie korzystasz. To, że zrezygnujemy z otrzymywania e-maili nie oznacza, że znikną one z naszej skrzynki. Jeśli kończę subskrypcję, od razu wpisuje nazwę w wyszukiwarkę na koncie poczty i kasuje wszystkie e-maile od tego adresu.
  3. Stwórz odpowiednie etykiety do których będziesz później przyporządkowywać e-maile. (po prawej stronie klikamy w przycisk koła zębatego, następie ustawienia i wybieramy etykiety, tam możemy stworzyć ich dowolną ilość, oraz tworzyć podkategorie).
  4. Zautomatyzuj to co możesz. Pozostając w ustawieniach wchodzimy w "Filtry i zablokowane adresy", tam możemy stworzyć nowy filtr. Czyli, że np e-mailą z danego adresu automatycznie będzie nadawana wybrana etykieta. 
  5. Przyszła pora na najtrudniejsze. Odczytaj wszystkie e-maile, skasuj niepotrzebne, a pozostawionym dopasuj odpowiednie etykiety.
  6. No dobra, najtrudniejsze będzie teraz, utrzymaj porządek na skrzynce e-mail.












Dodatki?

  1. Możemy wybrać sobie dowolny motyw, dzięki czemu milej będzie nam się korzystało z naszego konta. Ważne, aby był on czytelny i przejrzysty. (Ustawienie → motyw).
  2. Możesz skorzystać z dodatkowych opcji (ustawienia → ustawienia → laboratorium). Mamy tu między innymi kalendarz, możliwość dodania informacji o ilość nieprzeczytanych e-mail. Mamy tu również okno podglądu, by szybciej czytać pocztę i wiele innych funkcji ;)
  3. Do niektórych przeglądarek można pobrać aplikację, dzięki czemu, bez wchodzenia na stronę dostaniemy informację, że przyszedł do nas nowy e-mail.
Copyright © 2016 Altruistka , Blogger